ZUZANNA

Nie­by­wa­le
pło­chli­wa

jest.

Byle stuk,
puk –



ucie­ka.

Nasłu­chu­je,
węszy,
prze­my­ka
pod ścia­na­mi,
czmy­cha,
wiecz­nie się
kry­je
po
kątach.

Co prze­ży­ła jako kocię?
Kto jej wów­czas
napę­dził stra­cha?

Zuzan­na
Wraż­li­wa.

Drżą­ca.

Drży nawet wte­dy,
gdy śpi, leżąc na grzbie­cie,
z łapa­mi wyce­lo­wa­ny­mi
w otchłan­ny sufit.

Cza­sem tyl­ko
wycho­dzi na
śro­dek
prze­past­ne­go poko­ju,
zamie­ra


upo­rczy­wie patrzy
na osob­ni­ka,
z któ­rym miesz­ka.

I miau­czy.
Tak

dziw­nie.

Czyż­by i ona nie­kie­dy
– wbrew wszyst­kie­mu,
wbrew sobie, całe­mu świa­tu –
musia­ła?

Czyż­by i ona mia­ła
w swo­im mięk­kim środ­ku
zim­ne sza­le,
na któ­rych waży
kocią śmierć
i kocie

życie?