PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
ZSTĘPUJĄCY ROBOTNICY
Ulica wyłączona z ruchu,
uwaga, głębokie wykopy,
awaria.
Nieruchoma koparka –
odpoczywający w cieniu drzewa drapieżnik.
Dwie warczące ciężarówki.
Pełzanie przewodów.
Pięciu robotników.
Obnażone lśniące torsy,
przyklejone do ust papierosy i przekleństwa,
proste narzędzia.
Po drabinie zstępujemy na dno dołu.
Dlaczego są istotami pokrytymi łuską potu,
plującymi gęstą śliną,
wyposażonymi w łopaty brązowymi naprawiaczami rur?
Dlaczego zmuszeni są zstępować?
Co zadecydowało?
Schodzę i nie odnajduję niczego.
Tylko piach i splątane korzenie, i kamienie.
Jakbyśmy zstępowali w głąb siebie.
Wkrótce opuszczą ten dół,
zstąpicie jeszcze niżej.
W ciemny bełkot wieczoru, w cuchnące trzewia nocy.
Nie uczyniono nas pilotami.
Pracują.
Błyszczy wryty w stratowany trawnik
srebrny pazur koparki.