TRWANIE

I tak oto zasia­dłem
na stwo­rzo­nym z sie­bie kar­le.

Nie kojarz­cie jed­nak tego kar­ła z Nie­tz­schem,
gdy sły­szę sło­wo Nie­tz­sche, odpa­lam maca,
się­gam po kla­wia­tu­rę, uśmie­cham się lek­ko,
pod­ry­wam wszyst­kie myśliw­ce, apa­cze, koman­cze,
stra­te­gicz­ne bom­bow­ce-duchy, zle­cam misje bojo­we
wszyst­kim moim ato­mo­wym łodziom pod­wod­nym,
naj­wyż­szej kla­sy lot­ni­skow­com, uzbro­jo­nym
w naj­no­wo­cze­śniej­sze meta­fo­ry manew­ru­ją­ce.

Mój karzeł nie jest mi zbęd­ny,
nie jest bala­stem,
paso­ży­tem,
kamien­nym gar­gul­cem u szyi,
obcym na pod­po­kła­dzie,
nowo­two­ro­wą naro­ślą na ple­cach
cher­la­we­go Über­men­scha.

Nie dźwi­gam go z tru­dem,
bo w ogó­le go nie dźwi­gam.
To on dźwi­ga mnie.

Jest mi uży­tecz­ny,
usa­do­wi­łem się na nim
wygod­nie,
jest czymś w rodza­ju tro­nu,
loka­cji,
bio­mu,
kosmicz­ne­go impe­rium.

Jest dzie­łem,
ale nie przy­pad­ku,
nie poro­nio­nym, pora­nio­nym
pło­dem, jest moim żywym,
zło­tym dziec­kiem,
prak­tycz­nym wyna­laz­kiem,
pięk­nym para­dok­sem,
uwew­nę­trzo­nio­nym
i uze­wnętrz­nio­nym
bytem.

Speł­nia się w tej roli abso­lut­nie.
W peł­ni ją akcep­tu­je.

Dotar­łem na kra­niec,
a nawet poza koniec.

Prze­pły­wa­ją prze­ze mnie
naelek­try­zo­wa­ne mgła­wi­ce,
chłod­ne, koją­ce ciem­no­ści,
nie­po­ję­te oso­bli­wo­ści
nie czy­nią mi żad­nej krzyw­dy,
wie­lo­barw­ne, wid­mo­we kar­ły
sta­ły się moimi
sio­stra­mi i brać­mi.

Nie mam potrze­by
nisz­czyć, rzą­dzić,
wystar­czą mi obser­wa­cje –
w pod­czer­wie­nie, ultra­fio­le­cie,
w widzial­nym świe­tle.

Two­rzę
ide­al­nie nie­do­sko­na­łe gwiaz­dy
o wie­lu wymia­rach,
wyszu­ka­nych skła­dach,
róż­no­rod­nych
zakre­sach spek­tral­nych.

Posia­dłem to, co zawsze
chcia­łem posiąść,
zają­łem dogod­ną pozy­cję.

Czas prze­stał wyka­zy­wać ozna­ki
nad­cho­dzą­cej erup­cji,
prze­strzeń prze­sta­ła wrzeć,
umilkł wiatr zagad­nień.

Sty­gną sil­ni­ki,
nie­ru­cho­me pod­ło­że
wyszep­ta­ło
lirycz­ne zapew­nie­nie.

Jest tak
sta­tycz­nie.

Chło­nę ciszę.
Próż­nię.

Medy­tu­ję.

Napi­sa­łem
Trwa­nie
i nim
jestem.

*

Dzię­ku­ję,
że przy­by­li­ście tu ze mną.

Teraz już
wie­cie.