TLEN

Mole­ku­ły absor­bu­ją foto­ny, elek­tro­ny
wjeż­dża­ją z pręd­ko­ścią świa­tła na
naj­wyż­sze pię­tra, dosko­na­le świa­do­me celu
eks­cy­to­ny pere­gry­nu­ją po ide­al­nych tra­jek­to­riach
przez ante­no­we kom­plek­sy,
w cen­trach che­micz­ne­go dowo­dze­nia akcep­to­ry
wchła­nia­ją ładun­ki, to
ini­cju­je trans­por­to­we łań­cu­chy,
kara­wa­ny ele­men­tar­nych czą­stek two­rzą
pro­to­no­we gra­dien­ty, skut­kiem ener­ge­tycz­nych
syn­tez jest życio­daj­ny pro­dukt ubocz­ny.

Moż­na by pomy­śleć,
Epi­ste­mo­lo­gicz­na Arka­dia.

Nic, tyl­ko siąść, zaczerp­nąć
lek­ko ska­żo­ne­go powie­trza
i roz­sma­ko­wać się w mecha­ni­ce sty­lu,
kosz­to­wać prze­no­śnie, z lubo­ścią
kon­su­mo­wać neo­lo­gi­zmy,
delek­to­wać się zdo­by­cza­mi.

Na prze­szko­dzie stoi jed­nak
per­ma­nent­na kwan­to­wa kohe­ren­cja,
nie­od­gad­nio­na opty­ma­li­za­cja,
ultra­zło­żo­ność struk­tu­ry,
nie­do­cie­czo­na natu­ra ewo­lu­cji.

Pul­su­ją­ca nie­ustan­nie, bez­tle­no­wa pust­ka,
iry­tu­ją­ca, śmier­cio­no­śna próż­nia,
zacza­jo­na nie­odmien­nie
pod każ­dym tle­no­daj­nym liściem.

Pomy­śleć więc moż­na,
co się chce, ale powie­dzieć
wypa­da jedy­nie to, co zawsze.