TED

Ted pory­wał, gwał­cił i zabi­jał
mło­de kobie­ty, nawet dziew­czyn­ki.
Bez­cze­ścił cia­ła swo­ich ofiar.
Kolek­cjo­no­wał ludz­kie tro­fea.

W cza­sie kil­ku pro­ce­sów był
swo­im wła­snym obroń­cą.
Otrzy­mał łącz­nie
trzy wyro­ki śmier­ci.

Od orze­cze­nia pierw­sze­go z nich
do wyko­na­nia kary minę­ło
dzie­sięć lat, w trak­cie któ­rych
osa­dzo­ny skła­dał ape­la­cje,
kokie­to­wał przy­się­głych,
mamił sędziów, zwo­dził
dzien­ni­ka­rzy, nie­ustan­nie
mani­pu­lo­wał ludź­mi.

Miał wie­le fanek, z któ­ry­mi
kore­spon­do­wał i roman­so­wał.
W wię­zie­niu zawarł zwią­zek
mał­żeń­ski i spło­dził dziec­ko.

Pozo­sta­wił po sobie wie­le
sfil­mo­wa­nych wypo­wie­dzi.
Sie­bie opi­sy­wał w nich jako
potwo­ra, ofia­rę por­no­gra­fii.

Chroń­cie swo­je dzie­ci, powie­dział
kil­ka godzin przed śmier­cią,
pod­czas ostat­nie­go wystą­pie­nia
przed kame­rą.

Stra­co­no go na krze­śle
elek­trycz­nym, co wpra­wi­ło w eufo­rię
zgro­ma­dzo­ny pod wię­zie­niem tłum
demon­stran­tów.

Idź do pie­kła, skan­do­wa­li
roz­en­tu­zja­zmo­wa­ni
ludzie, idź do pie­kła.

Ted w chwi­li śmier­ci
miał czter­dzie­ści dwa lata.