SYTUACJA

Dziś już nicze­go nie czy­tam,
nie oglą­dam, nie słu­cham
dla roz­ryw­ki.

Przy­jem­ność pły­ną­ca z per­cep­cji?
Z gry?
Co to w ogó­le zna­czy?

Czy­tam, ale jedy­nie sytu­ację
zaist­nia­łą na rin­gu, na mura­wie, usi­łu­ję
roz­ko­do­wać tak­ty­kę wro­ga, oglą­dam
wła­sne, poża­ło­wa­nia god­ne
usi­ło­wa­nia, słu­cham skan­do­wa­nia pust­ki,
ciszy dobie­ga­ją­cej z nagich try­bun,
gdzieś z góry.

Gram dla zasa­dy,
a w zasa­dzie to nie gram,
o zasa­dach nie mam wiel­kie­go
poję­cia, uczest­ni­czę w grze,
któ­ra się jakoś toczy.

Czu­ję się jak pija­ny pio­nek,
błą­dzą­cy po ogrom­nej plan­szy.

Współ­czu­ję tym, któ­rzy muszą
to oglą­dać, komen­to­wać,
czy­li rów­nież sobie.

Pocie­sza­ją­ce jest może
tyl­ko to, że czas
w koń­cu
dobie­gnie,
arbi­ter
odgwiż­dże.

I to będzie…

To będzie.
To wła­śnie.
W isto­cie.
We mnie.

Jakieś jed­nak
speł­nie­nie.

Jakiś może nawet
suk­ces.