SYBIL

Strzał w dzie­siąt­kę.

Oso­ba, któ­ra wymy­śli­ła
ten sta­ge name,
powin­na dostać nagro­dę.

Mistrzow­ski alias.
Suge­ru­je dwo­istą natu­rę per­for­mer­ki,
któ­ra się cał­ko­wi­cie obna­ża,
ale nadal pozo­sta­je tajem­ni­cą,
jest kobie­tą wyzwo­lo­ną,
ale i zdy­stan­so­wa­ną
ary­sto­krat­ką.

Ktoś może zresz­tą dostał
za tę ksyw­kę jakieś por­no­wy­róż­nie­nie.

Tak głę­bo­ko
nie wni­ka­łem.

Wiem tyl­ko, że.

Ona tak napraw­dę
ma na imię Olga,
jest nie­ziem­sko
pięk­na i gra –
jak ta pan­na w powie­ści Wilde’a,
cho­ciaż nie w sztu­kach Szek­spi­ra
i nie dla jed­ne­go
Doria­na.

Ta Sybil
jest stre­fą obcych wpły­wów,
cia­łem obję­tym
agre­syw­ny­mi dzia­ła­nia­mi
prze­my­słu.

Jest per­so­ną roz­gry­wa­ną
na Zacho­dzie przez rywa­li­zu­ją­ce
sexstaj­nie, reje­stro­wa­ną
w pozy­cjach, mon­to­wa­ną
w wide­oapli­ka­cjach, kon­su­mo­wa­ną
na zim­no przez ano­ni­mo­we
milio­ny.

Gra zarów­no z kobie­ta­mi,
jak i z męż­czy­zna­mi,
wystę­pu­je tak w soft,
jak i w hard,
co zna­czy, że jest
roz­sz­cze­pio­na.

Kli­nicz­ny przy­pa­dek
w sty­lu Dor­sett.
Oso­bo­wość wie­lo­ra­ka.

Uro­dzi­ła się w jakimś Kijo­wie.
To ciche mia­sto na Wscho­dzie.

Nie­da­le­ko gło­śnej Buczy.

Uśmie­cha się enig­ma­tycz­nie,
gdy odgry­wa swo­je
życio­we role.

I zawsze patrzy part­ner­ce,
part­ne­ro­wi, part­ne­rom, widzom
głę­bo­ko w oczy.

Jak muza
Leonar­da.

Albo nawie­dzo­na
wieszcz­ka.