ZJEDNOCZENIE

Po zakoń­czo­nej bata­lii
rośli­no­żer­ców
z mię­so­ser­ca­mi
zwy­cię­scy dra­pież­cy
przy­stę­pu­ją do uczty.

Reszt­ka­mi zaś
zaj­mu­ją się sępy, któ­re
peł­nią waż­ne
funk­cje sani­tar­ne.

Nie są to isto­ty nad­wraż­li­we.
Ani wyjąt­ko­wo walecz­ne.

Sępy są jedy­nie spryt­ny­mi
paso­ży­ta­mi, prze­ro­śnię­ty­mi moski­ta­mi,
żeru­ją­cy­mi na mięk­kim, roz­grza­nym
cie­le sawan­ny.

Chłod­ny­mi jak padli­na.

Zim­ny­mi
jak tru­pia stra­wa.

Nie rodzą.
Nie napa­da­ją.

Ale dba­ją o swo­je mło­de
nie­omal jak sło­ni­ce.
I podob­nie jak lwy roz­szar­pu­ją
zwie­rzę­ce tkan­ki.

Są czar­ną brzy­twą.
Mrocz­nym kwa­sem.

Sta­no­wią potęż­ne,
nie­za­stą­pio­ne narzę­dzie
uty­li­za­cji.

Skrzęt­nie usu­wa­ją pozo­sta­ło­ści
po zagry­zio­nych
i stra­to­wa­nych.

Poły­ka­ją i tra­wią strzę­py.

Nie widzą róż­ni­cy
pomię­dzy ofia­ra­mi napa­ści
a spraw­ca­mi rze­zi.

Ich pta­sie trze­wia są
miej­scem
prze­dziw­ne­go spotkania.