TOUR DE FORCE

I.

Ope­ra­cja Rain­bow Ser­pent, któ­ra roz­po­czę­ła się czte­ry dni temu, demon­stru­je potę­gę naszej armii.

Celem manew­rów jest nie tyl­ko demon­stra­cja siły i goto­wo­ści bojo­wej, ale tak­że testo­wa­nie inte­gra­cji naj­now­szych tech­no­lo­gii w real­nych sce­na­riu­szach tak­tycz­nych. Dowódz­two pod­kre­śla, że takie ćwi­cze­nia są klu­czo­we dla utrzy­ma­nia prze­wa­gi stra­te­gicz­nej na współ­cze­snym polu wal­ki.

Po spo­koj­nych wodach oce­anu maje­sta­tycz­nie sunie TDF Levia­than, naj­więk­szy lot­ni­sko­wiec świa­ta, mie­rzą­cy ponad trzy­sta pięć­dzie­siąt metrów dłu­go­ści i osiem­dzie­siąt metrów sze­ro­ko­ści, bestia o wypor­no­ści dwu­stu pięć­dzie­się­ciu tysię­cy ton i napę­dzie ter­mo­ją­dro­wym. To mon­stru­al­na machi­na wojen­na, wypo­sa­żo­na w sie­dem­dzie­siąt pięć samo­lo­tów. Może obsłu­gi­wać nawet do dwu­stu czter­dzie­stu misji bojo­wych na dobę. Pokład owej wcie­lo­nej apo­ka­lip­sy tęt­ni życiem. Zaawan­so­wa­ne dro­ny bojo­we naj­now­szej gene­ra­cji są przy­go­to­wy­wa­ne do star­tu. Widać je wła­śnie na zbli­że­niu.

Nad nami prze­la­tu­ją eska­dry myśliw­ców Mar­duk X oraz Anhur, zdol­nych do roz­wi­ja­nia pręd­ko­ści nad­dźwię­ko­wych. Ich atu­tem są udo­sko­na­lo­ne sys­te­my ste­alth. W odda­li dostrze­ga­my futu­ry­stycz­ną syl­wet­kę bom­bow­ca Garu­da, sym­bo­li­zu­ją­ce­go przy­szłość lot­nic­twa.

Trud­no nie zauwa­żyć, że nasze­mu heli­kop­te­ro­wi towa­rzy­szą dro­ny bojo­we Wra­ith Y. Posia­da­ją zaawan­so­wa­ne sys­te­my obser­wa­cyj­ne i potra­fią ata­ko­wać cele naziem­ne z wyjąt­ko­wą dokład­no­ścią. Ich obec­ność pod­kre­śla rosną­cą rolę bez­za­ło­go­wych maszyn w nowo­cze­snych kon­flik­tach zbroj­nych.

Klu­czo­wym ele­men­tem tych manew­rów są, rzecz jasna, sys­te­my rada­ro­we, zapew­nia­ją­ce kon­tro­lę prze­strze­ni powietrz­nej i mor­skiej wokół poszcze­gól­nych grup. Abso­lut­ną nowo­ścią nato­miast jest tu wyko­rzy­sta­nie sie­ci woj­sko­wych sate­li­tów komu­ni­ka­cyj­nych Alfa Anan­si, któ­re gwa­ran­tu­ją nie­za­wod­ną łącz­ność mię­dzy jed­nost­ka­mi nawet w naj­trud­niej­szych warun­kach.

W głę­bi­nach oce­anu, gdzieś pod nami, ope­ru­ją okrę­ty pod­wod­ne, jed­nost­ki kla­sy Kra­ken, takie jak legen­dar­ny Abyss Ω, uzbro­jo­ne w tor­pe­dy Over­lord. To nukle­ar­ni, bez­sze­lest­ni zabój­cy. Nasze ato­mo­we łodzie są naj­cich­sze na świe­cie i przy­go­to­wa­ne do natych­mia­sto­wej reak­cji na każ­de zagro­że­nie.

Nie dalej jak wczo­raj na tym wła­śnie akwe­nie prze­pro­wa­dzo­no testy bro­ni hiper­so­nicz­nej, z któ­rej armia jest szcze­gól­nie dum­na. Poci­ski Fen­rir, zdol­ne do osią­ga­nia pręd­ko­ści prze­kra­cza­ją­cej pięć machów, sta­no­wią prze­łom w dzie­dzi­nie uzbro­je­nia, ofe­ru­jąc nie­spo­ty­ka­ną dotąd szyb­kość reak­cji i stwa­rza­jąc prze­ciw­ni­ko­wi nie­zwy­kłe trud­no­ści w zakre­sie prze­chwy­ty­wa­nia.

Manew­ru­ją­cej flo­ty strze­że sys­tem obro­ny prze­ciw­ra­kie­to­wej Z3 Tulu­ga­ak. Wykry­wa i neu­tra­li­zu­je nad­la­tu­ją­ce poci­ski z pre­cy­zją iście chi­rur­gicz­ną.

Koor­dy­na­cja tak zło­żo­ne­go przed­się­wzię­cia wyma­ga­ła zaan­ga­żo­wa­nia licz­nych spe­cja­li­stów. Sztab dowód­ców dokład­nie zapla­no­wał każ­dy etap ope­ra­cji i nie­ustan­nie nad nią czu­wa. Infor­ma­ty­cy zapew­nia­ją spraw­ne funk­cjo­no­wa­nie sys­te­mów komu­ni­ka­cyj­nych. Logi­sty­cy dba­ją o nie­zbęd­ne zaso­by. Sze­re­go­wi żoł­nie­rze reali­zu­ją powie­rzo­ne im zada­nia z peł­nym odda­niem.

II.

Obser­wu­jąc cały ten mili­tar­ny spek­takl, trud­no nie odczu­wać dumy. Każ­dy ele­ment nowej zim­no­wo­jen­nej ukła­dan­ki świad­czy o nie­zna­nej dotąd potę­dze i zło­żo­no­ści współ­cze­snych sił zbroj­nych.

Dla poten­cjal­nych prze­ciw­ni­ków jest to sygnał jed­no­znacz­ny: nasze zdol­no­ści ope­ra­cyj­ne i tech­no­lo­gicz­ne osią­gnę­ły poziom, któ­ry trud­no zigno­ro­wać.

Sza­chu­je­my wszyst­kich poten­cjal­nych wro­gów. Daje­my mata jesz­cze przed roz­po­czę­ciem gry. Tour de for­ce. Oto kwin­te­sen­cja sztu­ki. Desty­lat Sztu­ki woj­ny. Sun Tzu w naj­lep­szym wyda­niu. Ste­ry­do­wa armia.

War­to zazna­czyć, że jedy­nie nasza tele­wi­zja otrzy­ma­ła od głów­no­do­wo­dzą­cych akre­dy­ta­cję, dzię­ki któ­rej moż­li­we było przy­go­to­wa­nie tego repor­ta­żu.

Tej, może nie­co przy­dłu­giej, ale chy­ba koniecz­nej dziś, publi­cy­stycz­nej medy­ta­cji o wyż­szo­ści per­for­ma­ty­wów nad kon­sta­ta­cja­mi.

Ktoś musiał wresz­cie poka­zać, ile tak napraw­dę jeste­śmy war­ci, ile zna­czy­my w isto­cie.

Niko­go nie zamie­rza­my ata­ko­wać, niko­go nie pro­wo­ku­je­my. Nie puszy­my się. Dosko­na­le wie­my, do cze­go pro­wa­dzi idea nad­czło­wie­ka. Już to prze­ra­bia­li­śmy. To tyl­ko manew­ry. Daje­my po pro­stu do zro­zu­mie­nia, że jeśli ktoś odwa­ży się doko­nać zama­chu na to, co uwa­ża­my za naj­święt­sze, przed czym zawsze kło­ni­li­śmy gło­wy, nie­za­leż­nie od wyzna­wa­nej reli­gii, uwa­run­ko­wań kul­tu­ro­wych, sze­ro­ko­ści i dłu­go­ści geo­gra­ficz­nych, odpo­wie­my z peł­ną mocą.

Chce­cie woj­ny? Spró­buj­cie t e r a z nas zaata­ko­wać. Jesz­cze raz zadrwić. Zoba­czy­cie wte­dy, jak wyglą­da woj­na. Woj­na spra­wie­dli­wa. Manew­ry są po to, by nikt nie mógł potem powie­dzieć, nie zda­wa­li­śmy sobie spra­wy, nie chcie­li­śmy, tyl­ko żar­to­wa­li­śmy.

Już nie będzie­my gdy­bać, deli­be­ro­wać. Zain­we­sto­wa­li­śmy. Mamy moż­li­wo­ści. Deter­mi­na­cję. Choć­by­śmy sami mie­li nie prze­trwać naszej szar­ży, choć­by w jej wyni­ku świat miał się skoń­czyć, ude­rzy­my. Może nie prze­ży­je­my, może nikt tego nie prze­ży­je. Ale oca­li­my przy­naj­mniej to, przed czym zawsze klę­ka­li­śmy.

Żar­ty się skoń­czy­ły.

Jeste­śmy jak goto­wa na wszyst­ko Mat­ka, któ­ra będzie bro­nić Dzie­cię­cia, nawet za cenę wła­sne­go życia. Albo jak pięk­ny spar­tań­ski Mło­dzie­niec, któ­ry wła­sną pier­sią, nie zwa­ża­jąc na war­tość swe­go mło­de­go ser­ca, bez waha­nia osło­ni sędzi­we­go Ojca.

Odpo­wie­my. Jeśli nie będzie­my mie­li wybo­ru, odpo­wie­my ogniem.

I nie zosta­wi­my kamie­nia na kamieniu.