PUŁAPKI

Przez całe życie malo­wa­łem
demo­ny, uwię­zio­ne
w trans­pa­rent­nych klat­kach.

Arty­stycz­nie usi­dla­łem
gra­su­ją­ce dia­bły.

Moje, wła­sne.

Upa­dłe anio­ły
Fran­ci­sa.

Para­li­tycz­ne dziec­ko.
Wrzesz­czą­cy Inno­cen­ty.

Ode­rwa­ne łby,
otłusz­czo­ne tusze
Baco­na.

Wie­sza­łem gnoi
na rzeź­nic­kich hakach,
sadza­łem na zatka­nych
musz­lach, rzu­ca­łem
jak brud­ne szma­ty
na bru­tal­nie zgwał­co­ne
bar­ło­gi albo na zaśmie­co­ną
pod­ło­gę pra­cow­ni.

Kon­stru­owa­łem pułap­ki.

Chwy­ta­łem, wtrą­ca­łem
do pustych cel
dra­pież­ców, napast­ni­ków,
moich wro­gów.

Eks­po­no­wa­łem.

Pastwi­łem się
nad upior­nym
mię­sem, któ­re
z upodo­ba­niem
jadłem.

Któ­re ukochałem.