PRZEDMIOTY

I.

Do zwie­rząt i roślin
naj­prze­pięk­niej mówił
Fran­ci­szek.

Lecz arcy­mów­cą przed­mio­tów
był tyl­ko
Ril­ke.

Przed­mio­ty poza­kli­nał w Rze­czy
i roz­ma­wiał o nich
– twa­rzą w twarz –
z noc­nym anio­łem prze­czy­stej gro­zy.

Jak rów­ny rów­ne­mu
powie­dział Rze­czy,
aż anioł prze­czy­stej gro­zy
wstrzy­mał oddech i
stał,
stał,
stał –

wstrzą­śnię­ty.

II.


Jeśli Ril­ke był dostoj­nym sza­ma­nem,
kim był, jest
– bo chy­ba wciąż jesz­cze żyje –
ten, kto stwo­rzył
Całun,
Suda­rion,
Til­mę?

Jeśli Ril­ke poza­kli­nał przed­mio­ty,
co zro­bił, co z mate­rią robi
– bo naj­wy­raź­niej jesz­cze nie skoń­czył –
ten dru­gi?

III.

Nad wiel­ki­mi ele­gia­mi
gną kar­ki onie­mia­li
spe­ce od zawi­łej mowy.

Nad Tria­dą Arte­fak­tów,
nad
Ber­mudz­kim Trój­ką­tem Reli­kwii
w naj­głęb­szym mil­cze­niu
pra­cu­ją zdu­mio­ne szta­by.

Teo­re­ty­cy sztu­ki, oku­li­ści, fizy­cy jądro­wi,
ci z NASA,
uzbro­je­ni w mikro­sko­py, oftal­mo­sko­py,
rent­ge­now­skie pro­mie­nie
i całą labo­ra­to­ryj­ną nie­wia­rą.

Gdy­by ist­nie­li, w bada­niach z pew­no­ścią
– jako nad­świetl­ni eks­per­ci –
uczest­ni­czy­li­by wstrzą­śnię­ci kosmi­ci.

IV.

Czy już to o czymś
nie świad­czy?

Czy już samo to
w naj­bar­dziej śle­pe oczy
naj­oczy­wi­ściej nie bije?

Kto wie, kto wie.

Sko­ro Ril­ke potra­fił przed­mio­ty
zacza­ro­wać w Rze­czy,
to czy ten, któ­ry
przez płót­na sta­re do dziś jesz­cze
wraz z mat­ką swą
najar­cy­prze­dziw­niej prze­świe­ca,
nie jest przy­pad­kiem
Tym Dru­gim?