PRACOWNIA

I.

Daw­niej, zanim, gdzieś –

mia­ło się wyna­ję­tą kuch­nię, nie­wy­god­ne krze­sło,
sta­re biur­ko, jakie­goś rzę­żą­ce­go bla­sza­ka
bez dostę­pu do sie­ci i jakiś moni­tor
wiel­ko­ści czte­rech mikro­fa­ló­wek,

żonę, dzie­ci, sie­bie,

piło się kom­pot, tra­wi­ło mar­ny
widok, kar­mi­ło twar­dy dysk
meta­fo­ra­mi.

I jakoś się żyło.

II.

Dziś, po, tu –

ma się wła­sną pra­cow­nię, naj­wy­god­niej­szy fotel
na świe­cie, futu­ry­stycz­ny sto­lik
pod oled-owym moni­to­rem,
bez­sze­lest­ne­go maca mini, gamin­go­we­go
ROG‑a, pod­świe­tla­ne kla­wia­tu­ry Logi­te­cha,
gra­ficz­ne­go Waco­ma, naj­now­sze­go PS‑a,
Yama­hę z kolum­na­mi Bower­sa,
Astell&Kerna z topo­wy­mi Sen­n­he­ise­ra­mi,
Novo­xa do mówie­nia, iPa­da Pro
do pra­cy w hory­zon­tal­nej pozy­cji,

żonę, dzie­ci, sie­bie,

pije się dużo kawy, nurza w tek­stach,
arty­stycz­nie szy­bu­je w One­Dri­ve­’ie.

I też jakoś się żyje.

III.

Daw­niej wcho­dzi­ło się do kuch­ni
jak do kom­na­ty wiel­kie­go gło­do­mo­ra
i tonę­ło w pożyw­nych woniach.

Dziś wcho­dzi się do pra­cow­ni
jak do kabi­ny pilo­ta
naj­no­wo­cze­śniej­sze­go myśliw­ca,
zapi­na pasy i odla­tu­je z kotem
war­czą­cym na kla­cie.

Głód w kuch­ni.
Pęd w kabi­nie.

Meta­fo­rycz­ne dane cyr­ku­lu­ją
tak czy ina­czej.

Obra­zy rodzą obra­zy.

Istot­nie.