PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
CYKL
I.
Początek był samym jądrem ciszy,
oceanicznym kołysaniem wód,
szumem nadbrzeżnego lasu, szmerem mchu,
ramionami genezyjskich paproci,
archetypicznym pograniczem dźwięku.
II.
Narodziny słuchu –
to nucenie zmęczonej matki,
ojca głębokie pomruki.
Potem
przedszkolne piosenki, klasowe popisy.
Melodyjne zwiastuny, prostujący ścieżki
ćwierkający posłańcy.
III.
I wreszcie zstąpiła Ona.
Posiadaczka ochrypłej harfy,
połamanych skrzydeł, wyjącej liry, chorego gardła,
elektrycznie upierzona Harpia.
Drapieżna, mięsożerna, zapijaczona,
opalizująca wszystkimi możliwymi halucynacjami,
samobójcza, taplająca się w błocie
krwi.
Rozszarpywała.
Rozkazała paść na twarz
przed obliczem oszalałego Króla-Jaszczura.
IV.
Złagodniała gwałtownie, zdumiewająco
niespodziewanie.
Pozwoliła nagle
docenić dziwne jednogarbne zwierzę,
które prześlizgnęło się lirycznie
przez kamienne ucho.
Przestała być Harpią, stała się
Nadobną Białogłową,
Uduchowioną Donną.
Wiodła w stronę de Présa, Mozarta.
Z powagą doradzała uczestnictwo w Święcie Wiosny,
w sabacie na Łysej Górze.
W kościele Bacha
położyła palec na ustach.
I milczała długo,
długo, wymownie.
Płakała.
Porażona pasją
płodnego kantora.
V.
Aż w końcu, utrudzona,
podobna do opadającego płatka,
złożyła głowę
na kolanach małego Nilsa.
Niczego już nie każe, niczego nawet
nie sugeruje, wsłuchuje się uważnie w każdy,
pojedynczy plusk
Sprewy.
Trwa.
Trwa, znieruchomiała,
w centrum wrzącego miasta,
bombardowanego hałasem Berlina.
Jest jeszcze,
jeszcze cicho
dźwięczą krople na jej ambientowych partyturach, ale
prawie
już jej
nie
ma.