PORÓWNANIE HOMERYCKIE

I tak jak lubią­cy deli­cje Tur­cy, któ­rzy obstą­pi­li drżą­cą Buł­gar­kę
z dziec­kiem na ręku, zaczę­li weso­łą zaba­wę, piesz­czą
dziec­ko, bła­znu­ją, w koń­cu uda­ło im się: nie­mow­lę się śmie­je;
w tej chwi­li Turek przy­su­wa do twa­rzycz­ki lufę rewol­we­ru,
dzie­ciak pie­je rado­śnie, wycią­ga rącz­ki po rewol­wer, i wów­czas
arty­sta spusz­cza kurek i roz­trza­sku­je nie­mow­lę­ciu głów­kę –
tak ciem­ne jakieś siły, okrut­ni jacyś bogo­wie
(bo prze­cież nie Ty, Panie?), pastwią się nad trzy­na­sto­let­nią
Agniesz­ką, któ­rej pięć lat temu pio­run ska­so­wał pamięć,
któ­rej dwa lata temu zmar­ła star­sza sio­stra,
któ­rej ojciec kil­ka tygo­dni temu miał wypa­dek samo­cho­do­wy,
cud, że prze­żył, ale nie wia­do­mo jesz­cze, czy będzie cho­dził,
któ­ra nie­daw­no była taka szczę­śli­wa, bo tata nie­dłu­go może
wyj­dzie już ze szpi­ta­la, ale dziś jest bar­dzo smut­na,
bo dowie­dzia­ła się wczo­raj, że jej mat­ka ma raka pier­si,
któ­rej naj­lep­szy­mi przy­ja­ciół­mi są dwa kudła­te psy,
ależ igra­ją, ależ się bawią, mówię wam, ist­ny majstersztyk.