POJMOWANIE

Moja pierw­sza żona?
Nie­nor­mal­nie kon­wen­cjo­nal­na.
Pierw­sza cere­mo­nia ślub­na?
Żenu­ją­co nija­ka.

Potem bra­łem
już tyl­ko panie
z wyż­szych półek.
I osią­ga­łem coraz wyż­sze
even­to­we leve­le.

Mia­łem mał­żon­kę skrzy­dla­tą,
roga­tą, pokry­tą łuską i ślu­zem,
okry­tą sła­wą jak sier­ścią,
wcie­lo­ną w, wyzwo­lo­ną z,
trans­ga­tun­ko­wą.

Dru­gą poją­łem pod wodą,
trze­cią na bie­gu­nie, czwar­tą
w gale­rii han­dlo­wej, pią­tą
na dachu wie­żow­ca, szó­sta
mia­ła sto dru­hen, siód­ma
stu­me­tro­wy tren.

Ósma wła­śnie się paku­je,
lecę z kot­kiem na ślub­ny
chal­lan­ge, ale nie zdra­dzę
gdzie, będzie trans­mi­sja,
jak zwy­kle, obej­rzyj­cie
koniecz­nie, zasub­skry­buj­cie,
daj­cie laj­ka.

Kocham wszyst­kie moje byłe.
Oprócz tej pierw­szej.

Dzie­ci są, jasne, że
nie­jed­no.
Kosz­tu­ją, a jak­że.
Pew­nie, że nie­ma­ło.
Mamy rela­cje.
Spo­ty­ka­my się, widu­je­my
cza­sa­mi,
roz­ma­wia­my.

Mówię im o sobie.
Tłu­ma­czę.
Sta­ram się być
ojcem.

Alko­ho­lizm, mięk­kie dra­gi?
Tak.
Cena karie­ry.
Ale wal­czę.
Dla dobra dzie­ci.

Jak widzę sie­bie?

Mia­łem zaje­bi­ste życie.
Nie żału­ję nicze­go.

Wsty­dzę się tyl­ko tej
pierw­szej.
Auten­tycz­nie.

Wiel­ka poraż­ka.
Pomył­ka.

Dopie­ro dziś
poj­mu­ję.

To było takie
głu­pie.