PODŁOŻE

I.

Pofi­lo­zo­fu­je­my?
Pofi­lo­zo­fuj­my.

Weź­my na warsz­tat pod­sta­wo­we Poję­cie.
I zba­daj­my je grun­tow­nie.

Okay?
Super.

Ale to nie będzie spo­koj­na prze­chadz­ka.
To będzie post-pery­pa­te­tyc­ka jaz­da, szar­ża w kul­tu­ro­wej
hiper­prze­strze­ni. Hyper-lite­ra­ty-coaster. Drift sty­li­stycz­ny.
Języ­ko­wa ultra­hip­no­za. Post-post­mo­der­ni­stycz­na podróż.
Trans­owa wypra­wa do Jądra Zagad­nie­nia
w post-dekon­struk­cjo­ni­stycz­nym wehi­ku­le,
inte­lek­tu­al­ny trip po zaży­ciu magicz­nych
grzy­bów wie­dzy.

Jesteś. To zna­czy, że już wsia­dłeś.
Twój umysł prze­cho­dzi w tryb rakie­to­wy.
Zapi­nasz pas.
Zaci­skasz zęby.
Jeśli czy­ta­łeś Prze­ję­cie, wiesz już mniej wię­cej,
co cię tu zaraz spo­tka.

Zapłon. Ogień.
Prze­cią­że­nie naj­wyż­sze­go rzę­du. Chwi­lo­wy blac­ko­ut.
Ser­ce sza­le­je. Ucisk w klat­ce.
Star­tu­jesz, zmiaż­dżo­ny przy­spie­sze­niem.
Odry­wasz się od pod­ło­ża. Grunt ucie­ka ci
spod świa­do­mo­ści.

II.

Tur­bu­len­cje. Wszyst­ko dygo­cze.
Hałas. Zwa­lił­by cię z nóg, gdy­byś
już nie leżał plac­kiem, roz­ło­żo­ny
na łopat­kach.

Grunt może być rozu­mia­ny jako zasa­da,
ale tak­że jako otchłań. Pod­ło­że w uję­ciu
Heideg­ge­row­skim nie daje – wbrew pozo­rom –
peł­ne­go opar­cia. W sen­sie meta­fi­zycz­nym
grunt to pod­sta­wa ist­nie­nia. U Schel­lin­ga
i nie­miec­kich ide­ali­stów grunt to to, co
warun­ku­je ist­nie­nie, ale jed­no­cze­śnie nie
pozwa­la się łatwo uchwy­cić. Ciem­ny rdzeń
bytu. W sen­sie eko­lo­gicz­nym grunt to deli­kat­na
tkan­ka zie­mi, śro­do­wi­sko, któ­re pod­trzy­mu­je
życie, ale też coś dyna­micz­ne­go. Może
jało­wieć, dege­ne­ro­wać się, zmie­niać for­mę.
Orga­nicz­nie rzecz bio­rąc, pod­ło­że to humus,
gle­ba, miej­sce dla korze­ni. Ril­ke mówił o 
zie­mi, któ­ra nas nosi, Eliot… wia­do­mo,
dla Simo­ne Weil pod­ło­że pozwa­la czło­wie­ko­wi
odna­leźć sens, w poezji Cela­na zie­mia czę­sto
wystę­pu­je jako mil­czą­cy świa­dek histo­rii.
Zie­mia, któ­ra pije krew. Ody­se­usz wyko­pał
w zie­mi dołek i poił piach ciem­ną juchą,
odpra­wił nekro­man­tycz­ny rytu­ał i zna­lazł
się nagle pod pod­ło­żem. Arty­sta potrze­bu­je
grun­tu, zagrun­to­wa­ne­go płót­na, kamie­nia,
grunt to mate­ria twór­cza, nie­zmie­rzo­ne
inter­tek­stu­al­ne pod­ło­że, wiel­kie dzie­dzic­two
albo śmiet­nik tek­stów, w któ­rym żeru­ją
czer­wie, struk­tu­ra­lizm czę­sto mówił o tym,
co głę­bo­kie, co deter­mi­nu­je powierzch­nię.
Cogi­to, feno­men, baza, siła, id, nar­ra­cja.
Arche­olog wie­dzy powia­da, że grunt to ukry­ta
war­stwa myśli, na któ­rej wzno­si się opre­syj­ny
gmach ide­olo­gii, psy­cho­log głę­bi twier­dzi,
że pod­ło­że to nie­świa­do­mość zbio­ro­wa.
Matry­ca ist­nie­nia. W potocz­nym rozu­mie­niu
pod­ło­że to mogi­ła. Dla współ­cze­sne­go
czło­wie­ka grunt jest ilu­zją opar­cia.

III.

„Grunt to spo­kój”, jak mawia Karl­son z dachu,
Duszek z Vasa­stan, przy­ja­ciel Bra­cisz­ka.

Lubię pso­ty. Dla­te­go kocham psot­ni­ka Karl­so­na.
Męż­czy­znę w naj­lep­szych latach, prze­bie­głe­go
figla­rza, iry­ta­to­ra nad iry­ta­to­ra­mi. Iry­ta­to­ra-Rexa.

Ale to nie ozna­cza, że jestem tak głu­pi
jak współ­cze­śni budow­ni­czo­wie, śle­pi wyznaw­cy
mod­nych bzdur, psy­cho­fa­ni Der­ri­dy.

Nigdy nie zaczy­nam od dymu z komi­na.
Nawet nie od dachu, do któ­re­go mam sen­ty­ment
z uwa­gi na dru­ha Bra­cisz­ka.

Mam zaufa­nie do Ary­sto­te­le­sa.
ὀλίγον γὰρ ἀρχῆς μεταβαλόντι μέγα γίνεται τὸ πρὸς τὸ τέλος διαφέρειν
W peł­ni podzie­lam to Zda­nie, dla­te­go
filo­zo­fo­wa­nie o Pod­ło­żu zawsze roz­po­czy­nam
od punk­tu wyzna­czo­ne­go przez Nie­me­go Woła,
z któ­rym zresz­tą nie we wszyst­kim
się zga­dzam.

Esse.
Cau­sa pri­ma.
Ipsum esse sub­si­stens.
Mate­ria pri­ma.
For­ma sub­stan­tia­lis.
Ordo uni­ver­si.
Ada­equ­atio intel­lec­tus et rei.
Lex aeter­na.
Lex natu­ra­lis.
Lex huma­na.

Gdy star­to­wa­li­śmy, grunt uciekł ci
spod świa­do­mo­ści.
Wła­śnie znów sta­ną­łeś pew­nie na twar­dym pod­ło­żu.
Nie dzię­kuj. Ciesz się, roz­ko­szuj fun­da­men­tem.
Raduj z jego powro­tu.

Teraz możesz zacząć piąć się w górę.

Cho­ciaż tak napraw­dę to, co jest powy­żej,
co będzie powy­żej, co odkry­jesz lub zbu­du­jesz,
nie jest, nie będzie
już takie waż­ne.

Pod­ło­że.

Ono w grun­cie rze­czy
jest
naj­waż­niej­sze.