PŁASKOZIEMCY

Igno­ru­ją kon­cep­ty kosmo­lo­gii,
wywo­dy o kosmo­go­nii spon­ta­nicz­nej.
Plu­ją na wyssa­ne z kamie­nia,
wywie­dzio­ne z bursz­ty­no­wych inklu­zji,
pale­on­to­lo­gicz­ne nar­ra­cje.

New­to­now­skie Prin­ci­pia
kwi­tu­ją wzru­sze­niem ramion.
Prze­cho­dzą obo­jęt­nie obok wyczy­nów
gene­ty­ki, rekor­dów infor­ma­ty­ki,
neu­ro­bio­lo­gicz­nych akro­ba­tyk,
ani ich te kwe­stie zię­bią, ani grze­ją.

Pła­sko­ziem­cy, różdż­ka­rze, home­opa­ci,
teo­re­ty­cy zlo­do­wa­cia­łe­go słoń­ca,
trój­kąt­ne­go koła, krzy­we­go pola,
nad­zwy­czaj­ni pro­fe­so­ro­wie taro­ta.

Kapła­ni nie­wie­dzy
wyż­sze­go rzę­du,
magi­strzy zaawan­so­wa­nej igno­ran­cji.

Pro­pa­ga­to­rzy echo­świa­do­mo­ści.

Gdy­by tyl­ko tę wyra­fi­no­wa­ną nie­kom­pe­ten­cję
dało się zaszcze­pić wszyst­kim,
świat stał­by się o nie­bo lep­szy.

I obu­dzi­li­by­śmy się w baśni.
W intry­gu­ją­cej powie­ści fantasy.