OCEANARIUM

Poka­zu­ją tam fajer­wer­ki tro­pi­kal­nych mórz,
tajem­ni­ce tajem­nic, intro­wer­tycz­ne jeżow­ce,
jar­marcz­ne mał­że, eks­plo­zje roz­gwiazd,
luna­tycz­ne ukwia­ły.
I jado­wi­te skrzy­dli­ce, tan­cer­ki z pod­wod­ne­go Rio.
I pija­ne konie wod­ne, isto­ty lubież­ne,
spla­ta­ją­ce się bez­wstyd­nie na oczach wszyst­kich.
Neo­ny korze­ni, jarze­nio­we kamie­nie,
sine obło­ki pia­sku.
Całe to zmy­ślo­ne spek­trum.
Cały ten roz­huś­ta­ny zaświat rafy.

I dwa duże żół­wie mor­skie.
Eks­po­nu­ją je w akwa­rium
o pojem­no­ści szes­na­stu tysię­cy litrów.
Ich cela jest nie­wiel­ka, asce­tycz­na, wyja­ło­wio­na
z jeżow­ców, małż, roz­gwiazd,
ukwia­łów, skrzy­dlic, koni wod­nych,
korze­ni, kamie­ni, pia­sku.
Żółw szyl­kre­to­wy nie­spo­koj­nie
mio­ta się tuż pod powierzch­nią wody,
tłu­cze łbem w prze­zro­czy­stą ścia­nę.
Żółw karet­ta spo­czy­wa nie­ru­cho­mo
na nagim, szkla­nym dnie.