O
Wszyscy – wielcy i mali –
zawsze tylko o Hamlecie i o Hamlecie.
Bo o kim innym, skoro trzeba o Szekspirze.
Co poradzić, gdy trzeba i inaczej wprost
nie wypada, wiadomo, wielka
literatura, a Hamlet – to nie w byle jaki
dramat dmuchał.
Pokazać, że jednak coś się czytało, coś
ważnego wie – o człowieku, o świecie,
nawet całkiem sporo, niemało, o, w tym sęk,
o to właśnie idzie.
Inaczej jakoś
nie wypada
dobrze.
*
A ja właśnie nie, ja przekornie, pokornie,
bom ani wielki, ani mały, a inny, taki – sobie,
trochę jak Norwid, trochę jak nikt.
Ja nie o księciu Hamlecie,
nawet nie o samym Makbecie,
ja o skromnym kotle
w pieczarze,
skoro
i
ja
muszę o Szekspirze.
Zawsze mnie ten kocioł
intrygował, zajmował, przyciągał,
mamił, kusił, aż strach powiedzieć, ale
wciągał, zapraszał, wabił.
Jak on mnie nieodmiennie namawia,
bulgocze, bym włożył głowę
w jego wrzącą paszczę!
Ten kocioł to postać,
drugoplanowa wprawdzie, ale
ważna, polityczna, niepoprawna.
*
Kiszki rekina, jadowita ropucha, wąż
z bagniska, język psa, oko
traszki, łuska smoka, tygrysie flaki, zęby
wilka, sierść nietoperza, kocie
ogony, język żmii, żółć kozy,
korzeń mroku, gałąź cisu,
wątroba Żyda, nos Turka, serce
Tatara, palec noworodka,
uduszonego przez dziewkę, co
zległa w rowie.
Nie lada składniki, przyprawy,
nie lada larwy szamoczą się na dnie
dramatycznego kotła.
Czego w tym bohaterze,
w tym przerośniętym,
czarodziejskim rondlu,
nie ma!
Są wszystkie królewskie przysmaki.
I wszystkie one wołają
o polityczną pomstę
do poprawnego nieba.
*
Skoro już tu jesteśmy,
doprowadźmy jednak sprawę do
prowokacyjnego końca.
Makbet – to nie w byle jaki
dramat dmuchał.
Szekspir zobowiązuje, wymaga.
Dorzućmy więc do gara kilku
współczesnych polityków.
I kilka wiernych im ladies politicians.
I niech to będą najistotniejsze,
naszym skromnym zdaniem,
ingrediencje eliksiru władzy,
dekoktu absolutnych możliwości,
wywaru mocy,
trucizny
na
pospolitych,
maluczkich,
zwykłych,
nijakich,
słabych,
tych
najgorszych.