POWRÓT
Droga
Posłańcy
Ofiarowanie
Pando
In utero
Narada
Kurru
Chatka
Ojciec
Batalia
Komunikat
Niby
Lód
Matka
Noah
WTC
Vianney
Blanche
Jacques
Ted
Iwao
Kwestia
Magda
Hermann
Invocatio
Echo
Echa
Zwrot
Konfrontacja
Koniec
Full
Trójpodział
Paradoks
Maski
Zuzanna
Siostrzyczki
Operacja
Zjednoczenie
Ramy
Sztuka
Sklepienie
Podłoże
Głębia
Monstrum
Mowa
Otwarcie
Sytuacja
Preludia
Turbulencje
Szmer
Maruta
Hibakusha
Rada
Nekropolis
Dziewczynka
Epitafia
Sekcja
Oponentka
Dar
Brzeg
MONSTRUM
Przemierzyłem niejeden biom,
niejedną lokację, wędrowałem przez pustynię,
przedzierałem się przez lasy, zdobywałem ośnieżone góry,
schodziłem w najgłębsze doliny, nurkowałem,
szybowałem, używałem niezliczonych teleportów,
kanałów, przesmyków,
aby dotrzeć tu, na tę konkretną, finałową arenę,
aby ujrzeć wreszcie władcę, władcę nad władcami,
boga ostatniego obszaru
i stanąć z nim do nierównej walki.
Obnażam miecz, unoszę tarczę.
Władca unosi łeb, obnaża kły.
Jest cudowną otchłanią,
w którą wpatruję się z zachwytem,
jego boski wzrok
z łatwością prześwietla moją zbroję,
najskrytsze moje myśli, jego boskie serce
jednoczy się z moim ludzkim sercem.
Ma spiralne rogi,
srebrny pancerz,
obsydianowe pazury,
ogon zakończony
kamiennym buzdyganem.
Ma fioletowe oczy, oczy
nieistniejącej dziewczyny, oczy
z moich marzeń sennych.
Jest taki niezwykły, taki piękny,
szkoda, że nie ma cienia szansy,
że moje umiejętności, statystyki,
ukradzione pierścienie, ulepszone amulety
nie dają mu żadnej nadziei.
Szkoda, że nie można go po prostu
spokojnie obserwować, że istnieje jedynie
po to, by warczeć, walczyć i zdychać.
Aż chciałoby się z takim arcygladiatorem
przegrać.
Żal szlachtować
takiego boga.