POWRÓT
Droga
Posłańcy
Ofiarowanie
Pando
In utero
Narada
Kurru
Chatka
Ojciec
Batalia
Komunikat
Niby
Lód
Matka
Noah
WTC
Vianney
Blanche
Jacques
Ted
Iwao
Kwestia
Magda
Hermann
Invocatio
Echo
Echa
Zwrot
Konfrontacja
Koniec
Full
Trójpodział
Paradoks
Maski
Zuzanna
Siostrzyczki
Operacja
Zjednoczenie
Ramy
Sztuka
Sklepienie
Podłoże
Głębia
Monstrum
Mowa
Otwarcie
Sytuacja
Preludia
Turbulencje
Szmer
Maruta
Hibakusha
Rada
Nekropolis
Dziewczynka
Epitafia
Sekcja
Oponentka
Dar
Brzeg
LÓD
Sama nie wiem, po co to robię.
To pragnienie tego,
co pierwotne, elementarne.
Chyba.
Biega ze mną Luna.
Mąż nie chce, nigdy nie chciał.
Podobnie synowie.
Biegam w dzień, nocą.
Różnie.
O każdej porze roku.
Najbardziej lubię zimę.
Zimowe kąpiele.
W lesie.
Od czasu do czasu spotykam
dziki, samotnych mężczyzn.
Lubię obserwować ptaki.
Nigdy nie odczuwam strachu.
Nawet, gdy jestem sama, bo Luna
akurat spała, gdy wychodziłam.
Jest już stara,
trochę nawet niedołężna.
I nie zawsze taka odważna jak ja.
Przeraziła ją kiedyś szarżująca locha.
Mój młodszy syn mówi, że
nie jestem zupełnie normalna.
Starszy tylko patrzy
i wzrusza ramionami.
Mąż wiecznie ogląda filmy.
Czasem któryś z synów
pobiegnie ze mną,
gdy zupełnie już nie wie,
co ze sobą zrobić.
Długo jeszcze?
I po co to wszystko,
pięćdziesięcioletnia nimfo?
Prawie sześćdziesięcioletnia,
trzydziestoletni chłopcze.
I nie „nimfo”.
Jestem rusałką.
Zapomniałem czapki,
jest cholernie zimno,
marzną mi uszy, mamo.
Styczeń.
Albo luty.
Dzień.
Albo noc.
Stoję w kąpielowym stroju
na samym środku
leśnego jeziorka i znalezioną
gdzieś gałęzią usiłuję
rozkuć lód.
Na brzegu czeka Luna.
Albo syn.
Albo tylko las.
Niech czeka, myślę,
rusałka musi wejść do czarnej wody.
Musi.