LIRYKA

Proch jest fak­tem, wytwo­rem,
powsta­łym w wyni­ku agre­syw­nej
dzia­łal­no­ści, doty­ka tak deli­kat­nie, jest jak
sza­re opusz­ki spo­pie­lo­nych dzie­ci,
któ­re nad­la­tu­ją nagle z wia­trem, by wyra­żać
śmiesz­ne, nie­speł­nio­ne pra­gnie­nia,
zja­wia­ją się, by pochła­niać
pro­mie­nie, absor­bo­wać wodę.

Szron jest efek­tem stra­te­gii,
inge­ren­cji, nie­trwa­łym zja­wi­skiem,
reagu­je na naj­lżej­szy dotyk,
na samą bli­skość cze­go­kol­wiek,
na naj­sub­tel­niej­sze waha­nia
tem­pe­ra­tu­ry oto­cze­nia, odbi­ja
świa­tło, ist­nie­je, by
ośle­piać sprosz­ko­wa­ne oczy.

Mają rela­cje.
Współ­ist­nie­ją.
Tyl­ko w 
obec­no­ści.

Szron pokry­wa popio­ły.
Roz­sia­ne
wszę­dzie.

Roz­dmu­cha­ne na czte­ry
stro­ny.

Przez wia­try, któ­re już skądś nio­są
nowe dzie­ci.

Jesz­cze nie wylą­do­wa­ły, a już
żebrzą o wszyst­ko.

Jesz­cze nie osia­dły
na zni­ka­ją­cych gwiaz­dach,
a już poże­ra­ją świat.

Tu zawsze jest tak samo,
asce­tycz­nie, chłod­no.
Tu ist­nie­je tyl­ko to suro­we pięk­no.
Mine­ral­ny pył i efe­me­rycz­ne
mikro­struk­tu­ry.