ŁAŁ
To marginalium okazuje się puste.
To hasło wywoławcze niczego konkretnego nie wywołuje.
Ta komenda nie działa.
Ten wyraz jest chyba martwy.
Nie chce uruchomić wyobraźni, intelektu, erudycji, intuicji.
„Łał” nie ułatwia literackiej eksploracji.
Pracy.
Nie chce współtworzyć koncepcji.
Być integralnym elementem konstrukcji.
Przyłożyć ręki do komunikacji.
*
Numerek z ciebie, mała, wiesz?
Oporna Lolitka.
Niezły kawałeczek slangu,
niby kropelka ślinki,
a
ciasteczko niemal nie do schrupania,
trudne do wzięcia.
Łał.
Stań na paluszkach, modna.
Unieś, pogłaszcz ramiączka.
Poczęstuj zalotnym widoczkiem,
zdeszyfruj się z lekka, rozkoduj
z deczka.
Uchyl rąbka tajemniczki, ukaż kabaretki, łydki,
drgające podlotki, skryteczki,
wniebowzięte oczka, powieczki, chwiejące się kitki,
warkoczyki, miękkie paznokietki,
puściutkie szkatułki, ruchliwe rzęski.
Wystudiowana koteczko, brokatowa jaszczurko,
rozwiązana kokardko, piegowata poziomko,
nimfetko różowego strumienia.
Tu cię wyrywam,
niezła. Tak
wcielam.
Nazywam pisarską sztuczką,
fruwającą koszulką, półnagą baletniczką.
Łał.
Taka jesteś potencjalna,
miękka, plastyczna, bezkontekstowa.
Cała żywa.
Tańczmy, ukwiecona.
Moja najświeższa. Najcieplejsza.
Lepka.
Moi je m’appelle Lo-Lita
Lo ou bien Lola
Du pareil au même
Moi je m’appelle Lo-Lita
Nastoletnia pomadko,
słodko-lingwistyczny podlotku.
Wow-mowo.
Tu
stajesz się moją,
tak napisaną muzą.
Tu
stajesz się moją,
tak smakowitą Lolitą.
Mam cię.
Od ostrego przecinka do miękkiej kropki.
Sugestywne aluzyjki prześwitują przez gazę
wirującej sukienki, krągłe literki cicho nucą
obiecujące melodyjki.
Rozśpiewałaś mi się pod
palcami, roztańczyłaś, młoda.
Mam cię.
Trzepoczącą, schwytaną.
ma Lolita
tu es un jeu
belle chanson
tu t’appeelles Lo
Mam cię, Lo.
Mam.
Całą.