KWESTIA

Jak mówić o paso­ży­tach,
żeru­ją­cych w ludz­kich wnętrz­no­ściach?
O tasiem­cach mózgu, nicie­niach ser­ca?

Jak por­tre­to­wać nosi­cie­li zła?

Pew­nych spraw
nie moż­na prze­mil­czać.

Ale jak opi­sać, na przy­kład,
eru­dy­tę z Żoli­bo­rza?

Inte­lek­tu­ali­stę o pod­nie­bie­niu
kani­ba­la, spoj­rze­niu Lec­te­ra,
umy­sło­wo­ści Raskol­ni­ko­wa,
sym­pa­tycz­ne­go biblio­te­ka­rza,
spo­koj­ne­go mło­de­go czło­wie­ka,
któ­ry obwo­ził po War­sza­wie tak­sów­ką
poćwiar­to­wa­ne przez sie­bie cia­ło
nie­win­nej ofia­ry, przy­pad­ko­wej,
wybra­nej na chy­bił tra­fił kobie­ty,
poetę, któ­ry na łamach
stu­denc­kie­go pisma
sła­wił dania z czło­wie­ka
w języ­ku Cyce­ro­na,
wyznaw­cę Zara­tu­stry,
prze­ko­na­ne­go o koniecz­no­ści
spro­wa­dze­nia czło­wie­ka do pozio­mu
wie­prza i koma­ra?

To dopie­ro istot­na kwe­stia.

Zasad­ni­cza.

A zupeł­nie przemilczana.