WYJŚCIE
Tragic Vodka
Game Over
Wushu
Ex
BWV 988
Chanson de geste
Ateleia
Rekord
Nails
Palimpsest
Tata
Dobrostan
Kaspar
Influence
Kane
15%
CEO
Allāhu akbar
Alarm
Homilia
Fuzja
Blender
Chill
FLAC
Don’t Try
Skok
Ivett
Exodus
Kronos
Marina
Patrol
Diagnoza
Destroying Made in Heaven
Patchwork
Buntowszczik
Quapaq hucha
Nasłuch
Spektrum
Escape Room
Apokryf
Odźwierny
Aspekty
Wojtek
Dedalus
Splot
Flow
Airbus
Katakumby
Montaż
Tour de force
Plany
49
Ex libris
Sgraffito
Truck
Black and White
Stream
Peregrynacja
Cul-de-sac
Powrót
KRONOS
Wychodzą, gdy wchodzę,
moje wejście zawsze oznacza ich
wyjście.
Ci, którzy już dobrze mnie znają
i ci, którzy niczego o mnie jeszcze
nie wiedzą, wszyscy reagują tak samo.
Lękiem.
Opróżniam pomieszczenia, wyludniam
przestrzenie, sprawiam, że przyjazne
miejsca stają się terenami
niemożliwymi do zamieszkania.
Działam jak napalm.
Wysysam tlen i palę.
Spopielam, wyjaławiam.
Gdy tylko wchodzę, wiem już,
co zaraz się stanie.
Wystarczy, że wkroczę.
Zaistnieję wśród nich.
Pośród ludzi.
Prawie czuję, jak ich mięśnie
tężeją, słyszę wyraźnie, jak
oddechy przyspieszają,
ciśnienie wzrasta,
nagle ich dłonie stają się wilgotne,
poruszają niecierpliwie stopami,
zagryzają wargi, przymykają oczy,
odwracają głowy, niektórzy nawet
starają się być dyskretni.
Jeśli ktoś chciałby pozbyć się kogoś
skądś, wystarczyłoby, by mnie poprosił,
bym tam wszedł.
To szybko załatwiłoby sprawę.
Nie jadam, nie połykam dzieci.
Nigdy żadnego nawet nie nadgryzłem.
To plotki.
Mityczne pogłoski.
Nie posiadam sierpa.
Ani żadnego innego atrybutu
tyrańskiej władzy.
Nie zdetronizowałem ojca.
Nikogo nie zabiłem, nie okradłem,
nie zgwałciłem, uśmiecham się
tak szeroko, jak tylko mogę,
ze wszystkimi rozmawiam jak człowiek.
Nikim, niczym oprócz siebie
nigdy w życiu nie rządziłem.
Dementowałem wielokrotnie.
Przeżywałem załamania.
Obwiniałem się.
Starałem się, tak bardzo się
starałem.
…
Muszę jakoś z tym żyć.
To stałe brzemię.
Nieusuwalne znamię, które wszyscy
zawsze jakoś dostrzegą, choćby i
pod najdoskonalszym kamuflażem.
Nie ma w tym mojej winy.
Ani ich.
Taka aura.
Ta myśl nieco koi ból,
wynikły z niemożności porzucenia
roli.
Ale to przykre widzieć nawet własne dzieci,
drętwiejące w obliczu samej obecności
taty.
Trudno być uosobioną grozą.
T a k i m
ojcem.
Tak, trudno być
Kronosem.
Żyć wbrew.