KATAKUMBY

Ciem­no tu.
Nie bój się, daj rękę.
Tak tu cicho.



Sły­szysz?
Co to za dźwięk?
Ten chrzęst.
Dep­cze­my zmar­łych.
Ich roz­sy­pu­ją­ce się żebra,
dło­nie, sto­py,
spróch­nia­łe czasz­ki.
Uwa­żaj, scho­dy są bar­dzo
śli­skie, nie odry­waj ręki
od ścia­ny.
Są takie wil­got­ne.
Takie chłod­ne.



Echo.
Dla­cze­go oni
umar­li na scho­dach?
Kie­ro­wa­li się w górę.
Byli bli­sko, czoł­ga­li się,
ale nie zdą­ży­li.



Wyda­je mi się, że
sły­szę ich jęki.
Nie czu­ję żad­ne­go
zapa­chu.
Czy to nie dziw­ne?
Byli odważ­ni.
Chwyć mnie moc­niej,
idź tro­chę bli­żej mnie.
My nie kie­ru­je­my się
w górę.



Mogę zamknąć oczy?
Możesz.
Nicze­go prze­cież nie
widzi­my.
Scho­dzi­my w dół.
Tro­chę…
Ja też.





Nasz ple­cak jest taki
mały, taki lek­ki.
Co zabra­li­śmy?
Dwie kanap­ki.
Butel­kę wody.
Latar­kę.
Latar­kę?!
Nie może­my jej teraz
użyć, bate­rie są już bar­dzo
sła­be.







Jeste­śmy praw­dzi­wi?
Tyl­ko my
jeste­śmy praw­dzi­wi.
Tyl­ko my…
A jeśli to my jeste­śmy
tym
echem?
Jeste­śmy echem.
Kością z ich kości.



Kie­dy włą­czy­my latar­kę?
Gdy będzie­my już na dnie.



A co jest na dnie?
Na dnie jest nasz dom.
Dom?
Tak, dom.
A co jest w tym domu?
Tam ktoś jest?
Zoba­czysz,
gdy włą­czy­my latarkę.