JACQUES

Jacqu­es zastrze­lił poli­cjan­ta
pod­czas napa­du na kan­tor.

Na wyko­na­nie wyro­ku śmier­ci
cze­kał trzy lata.

Jego ape­la­cje oka­za­ły się
bez­sku­tecz­ne.

Pod­czas poby­tu w celi doświad­czył
głę­bo­kiej wewnętrz­nej prze­mia­ny.
Uwie­rzył.

Pozo­sta­wił po sobie dzien­nik,
któ­ry zaczął pisać dwa mie­sią­ce
przed śmier­cią dla swo­jej
kil­ku­let­niej cór­ki, Wero­ni­ki.

Wypeł­nia­ją go modli­twy,
reflek­sje oraz czu­łe
apo­stro­fy do naj­bliż­szych.

Ska­za­niec był pogo­dzo­ny
z losem, lecz cier­piał,
bo bał się śmier­ci
i bar­dzo chciał żyć
dla dziec­ka i żony.

Za pięć godzin zoba­czę Jezu­sa,
napi­sał pod­czas
ostat­nie­go, noc­ne­go czu­wa­nia,
krót­ko przed
poran­ną egze­ku­cją.

Został zgi­lo­ty­no­wa­ny
w wie­ku dwu­dzie­stu sied­miu lat.
Odszedł w opi­nii świę­to­ści.

Po jego śmier­ci w wię­zie­niu
przez cały dzień pano­wa­ła cisza.

Trwa pro­ces beaty­fi­ka­cyj­ny Jacquesa.