GDZIEŚ
W dzikich kniejach, czarnych wodach,
w stratosferze, pod lądolodem,
słowem, gdzieś –
czyha Inne.
Ma irokeza, nieziemskie tatuaże,
wyrafinowane potrzeby,
a w głowie tylko dziwne opcje,
skandaliczne orientacje, nirwany,
hokusy-pokusy, niedowiary.
Kręci je nomadyczne bytowanie.
Napotkane przypadkiem, gdzieś,
budzi grozę.
Takie jest ponoć wielkie i straszne,
że bez kija, panie, nie podchodź.
*
A mnie Inne
wydaje się płochliwe.
Moje Inne ma wilgotne sarnie oczy.
I drży.
Boi się zbliżyć.
Jest tak wątłe, bezbronne.
Podchodzę więc ostrożnie,
wabię młodymi pędami roślin,
pięknymi liśćmi, leśnymi owocami,
nęcę zapachem ziół.
Pozwól mi się ująć, szepczę,
proszę cię, Inne,
nie bądź takie.
Otwórz siebie.
Wejdź we mnie.
Razem, zobaczysz, będzie nam raźniej,
bogaciej, inkluzywniej, nigdziej.
W tym naszym „gdzieś”,
od którego stronią ludzie.