EX LIBRIS

W dzie­ciń­stwie
byłam rodzin­nym utra­pie­niem,
mówi­li na mnie „książ­nicz­ka”.

Wszyst­kim zakła­da­łam kar­ty,
wszyst­kich zmu­sza­łam
do wypo­ży­cza­nia.
Rodzi­ców, dziad­ków, bra­ta,
ciot­ki, wuj­ków, kuzy­no­stwo.

Wysy­ła­łam im upo­mnie­nia.
Że za dłu­go trzy­ma­ją książ­ki.
Albo że daw­no już nicze­go
nie wypo­ży­czy­li.

Wypo­ży­cza­li tę samą książ­kę
po czter­dzie­ści, pięć­dzie­siąt razy,
wzdy­cha­li, zna­czą­co się uśmie­cha­li,
„oj, Alka, Alka”, mówi­li,
ale wypo­ży­cza­li.

Pod­ro­słam, postu­dio­wa­łam
i sta­łam się „książ­nicz­ką”
praw­dzi­wą.

Rzą­dzę zawar­to­ścią.
Sza­fu­ję toma­mi,
ebo­oka­mi, czyt­ni­ka­mi,
audio­bo­oka­mi.

Nigdy nie mia­łam poczu­cia,
że zna­la­złam się w labi­ryn­cie,
w chłod­nej Biblio­te­ce Babel,
że opla­ta­ją mnie puste kory­ta­rze
albo że jestem okrut­na, śle­pa
i w gąsz­czu zna­czeń ukry­łam
jakiś strasz­li­wy sekret.

Nie poszu­ku­ję wyj­ścia.
Odna­la­złam swo­ją wie­żę
rado­ści, wie­żę samot­no­ści.
I mogła­bym jej w ogó­le
nie opusz­czać.

Dłu­go powie­wa­łam chu­s­tecz­ką,
ale jakoś żaden rycerz się nie poja­wił.

Prze­sta­łam. Trud­no.

Uwiel­biam prze­cha­dzać się
mię­dzy rega­ła­mi, wdy­chać woń
sta­rych kar­tek, pla­sti­ko­wych
nośni­ków danych,
szep­tać, pod­czy­ty­wać,
prze­glą­dać, kata­lo­go­wać, wypo­ży­czać.

Czę­stu­ję kawą, her­ba­tą, ciast­ka­mi.
Ofe­ru­ję infor­ma­cje, spo­strze­że­nia.

Rzą­dzę zawar­to­ścią.

Czu­ję się speł­nio­na.
Nie jestem samot­ną, sfru­stro­wa­ną
kobie­tą.

Pan­na Książ­nicz­ka?
Suze­ren­ka tre­ści?
Pro­mien­na Aldon­ka,
któ­ra wypo­ży­czy wam
Wal­len­ro­da?

Tak, to ja.

Witam was.
Wejdź­cie.
Miło mi was poznać.