EX

Wyszłaś, zanim weszłaś,
prze­mi­nę­łaś, nim zaist­nia­łaś.

Nie zdą­ży­łam prze­pro­wa­dzić pod­sta­wo­wych dzia­łań.

Poli­czyć two­ich pie­gów, pier­si,
zsu­mo­wać komó­rek two­jej skó­ry
z moimi spierz­chły­mi war­ga­mi,
pomno­żyć tęczó­wek,
podzie­lić nagiej nocy na dwie czę­ści.

Wyobra­ża­łam sobie, że jesteś hin­du­ską bogi­nią
o stu parach bia­łych ramion, wypo­sa­żo­ną w tysiąc
ultra­czu­łych opusz­ków.

Że dajesz mi moty­wa­cję, siłę,
że dzię­ki tobie
radzę sobie z prze­klę­tym Rie­man­nem.

Zamy­kam im usta tym dok­to­ra­tem.

W myślach ukła­da­łam już mowę.
Nagro­dę zade­dy­ko­wa­ła­bym tobie.

Ile mia­łaś lat, pie­gów, oczu, pier­si?

Czy kie­dy­kol­wiek zakosz­to­wa­łam
two­jej śli­ny, spe­ne­tro­wa­łam two­je mał­żo­wi­ny,
zabrnę­łam w śle­pe zauł­ki two­ich pachwin?

Czy two­je nie­skoń­czo­ne linie papi­lar­ne
splo­tły się ze wszyst­ki­mi moimi wło­sa­mi?

Nie prze­śni­ły­śmy ze sobą chy­ba ani minu­ty,
pew­nie nigdy wspól­nie
nie ujrza­ły­śmy nagiej nocy.

Wymy­ka­ją mi się z rąk nawet ułam­ki.
Przy­tła­cza­ją mnie potę­gi.

Nie wiesz, nigdy nie wie­dzia­łaś,
co czu­ję.

Czu­ję ogrom bra­ku, zni­ko­mość nad­mia­ru.
Wzbie­ra­ją­cy wiatr.

Tak bar­dzo się spie­szy­łaś, przy­ja­ciół­ko
moja, mięk­ka owiecz­ko, olśnie­wa­ją­ca kóz­ko,
sar­no nie­skon­su­mo­wa­na,
bez­i­mien­na, bez­cier­nio­wa różo.

Czy moje mil­cze­nie nicze­go ci nie mówi?

Czy nie udo­wad­niam ci,
że jesteś rów­na­niem moje­go życia,
naj­bar­dziej war­to­ścio­wą Hipo­te­zą,
Jedy­ną Nie­wia­do­mą?

Posłu­chaj, jak mil­czy o tobie bez­skrzy­dła har­pia,
któ­ra przy­sia­dła na gzym­sie drapacza.