ESCAPE ROOM

Tim­buk­tu, Mali. Klu­czo­we mia­sto
trans­sa­ha­ryj­skie­go han­dlu zło­tem,
solą i wie­dzą. Histo­rycz­ne cen­trum
nauki i kul­tu­ry isla­mu.

Wąskie ulicz­ki, budow­le z gli­nia­nych
cegieł, pustyn­ne kra­jo­bra­zy, wnę­trza
sta­ro­żyt­nych ruin, biblio­te­ki.

Meczet Djin­gu­ere­ber, San­ko­re,
Ahmed Baba Insti­tu­te, pod­ziem­ne
kata­kum­by, kry­jów­ki w pobli­żu
daw­nej kara­wa­ny sol­nej.

Poszu­ki­wa­cze zagi­nio­ne­go
„afry­kań­skie­go gra­ala” od bar­dzo
daw­na są już na tro­pie. Arcy­cen­ny
arte­fakt, zwią­za­ny z toż­sa­mo­ścią
kul­tu­ro­wą Tim­buk­tu, jest gdzieś tu,
w zasię­gu ich rąk, oczu, może nawet
już go widzą, ale nie mają poję­cia,
że na nie­go patrzą, któż to wie.

Nicze­go o nim nie wia­do­mo.
Ale ota­cza go mistycz­na aura.

Może to ducho­we astro­la­bium, może
szcze­ro­zło­ty ska­ra­be­usz, amu­let
inkru­sto­wa­ny lapis lazu­li, może
manu­skrypt Tazlit n’A­suf, opra­wio­ny
w skó­rę kró­la-demo­na, legen­dar­ne
kom­pen­dium mrocz­nej wie­dzy?

Strze­że go armia nie­mych straż­ni­ków.
Labi­rynt sek­stan­tów, zaku­rzo­ne
zwo­je, mro­wie pism z pie­czę­cia­mi,
podwój­ny­mi, potrój­ny­mi zna­cze­nia­mi
tek­stów, mecha­ni­zmy akty­wo­wa­ne
klu­cza­mi o okre­ślo­nych, geo­me­trycz­nych
wzo­rach, wydra­pa­ne na ścia­nach szy­fry,
inspi­ro­wa­ne kufic­ką kali­gra­fią.

Latar­ka led­wo już migo­cze, bate­rie
pra­wie wyczer­pa­ne i jesz­cze ten
brak zasię­gu, wszyst­ko się plą­cze.

Dźwię­ki modlitw w tle, szum
pustyn­ne­go wia­tru, trzask obo­zo­we­go
ognia, dia­lo­gi w języ­ku tama­szeq.

Czy przy­pad­kiem nie nad­cho­dzą
żoł­nie­rze? Gdzieś w pobli­żu toczą się
prze­cież dzia­ła­nia wojen­ne.

„Afry­kań­ski gra­al” jest tu ukry­ty,
jest tu gdzieś ukry­ty, obec­ny, tak
bole­śnie nieobecny.