PRZEJŚCIE
Pierwszy
Ostatni
Poeta
Stary wazon
Prośba
Wyznanie
Kuchnia
Baśń o młynkach
Ulica
Wspomnienie z Lipska
Katalog
Opowieść orientalna
Piosenka wiosenna
W parku
Oceanarium
Psy i koty
Studium
Bird
Babcia
Helena
Antybożec
Baśń dla Irminy
Porównanie homeryckie
Zstąpujący robotnicy
Który idziesz
Rano
Pojmowanie
L.A.Woman
Poszukiwania
Chwile
Galeria
Grafiki Gielniaka
Dialog
Nazca
Vivian
Lois
Anons
Dziennik pokładowy
SMS
RPG
Cykl
Pejzaż
Raport
Jest
Ekonomia humanistyki
Tlen
Manuskrypt
Casus extremus
Przedmioty
Płaskoziemcy
Wykład
Ono
Nie ma
Psalm buntowniczy
List
Style odbioru
Wiedz
Nic więcej
Mów do nas
Przejęcie
DZIENNIK POKŁADOWY
I.
Udaliśmy się
w odległe rejony.
Przybyliśmy, chociaż
nigdzie się nie wybieraliśmy.
Wylądowaliśmy, ale nikt z nas
nie pamięta,
byśmy kiedykolwiek wystartowali.
Na początku czuliśmy się,
jak poskramiacze wszechświata,
jak prawdziwi astronauci.
II.
Rejony, odległe rejony.
Te odległe rejony…
Czy możemy o nich powiedzieć
cokolwiek innego niż to,
że są to rejony
b a r d z o odległe, obce
naszym najśmielszym ziemskim skojarzeniom?
Odkryliśmy tu wody Kaladanu,
śpiewające piaski Diuny,
miłośnie zjednoczone symetriady i asymetriady,
widzieliśmy w oddali
płonące międzygwiezdne statki szturmowe
i promienie C, lśniące w ciemności,
w pobliżu Bramy Tannhäusera.
Ujrzeliśmy anomalie,
o których atlasy najpiękniejszych chmur
milczą jak zaklęte próżnie.
Gorączkowaliśmy w stopniach Fahrenheita,
rozmawialiśmy z obcymi, duchami Algernona i Leibowitza.
Długo zbieraliśmy próbki
i doświadczenia.
Nasza wyprawa, nasz pobyt tu –
to nie był byle piknik
na skraju drogi.
III.
To, co zebraliśmy,
zmieściłoby się pewnie
w zaciśniętej piąstce noworodka,
ale gdyby ją otworzyć,
nieskończenie by nas przerosło.
Chodziliśmy tu i tam,
widzieliśmy to i owo,
chociaż nie wiemy ani gdzie, ani co.
Chyba znaleźliśmy Coś,
chociaż nikt z nas nie wie, co to jest
– i czy w ogóle jest –
tak naprawdę.
Ale załóżmy, że Coś znaleźliśmy.
I że to Coś mamy.
Na razie raczej nie pytamy,
co moglibyśmy z tym Czymś zrobić,
jak i do czego warto by to Coś wykorzystać.
Na razie chcielibyśmy po prostu wiedzieć,
jak wrócić.
IV.
Lecz istnieją uzasadnione obawy,
że już się stąd nie wyrwiemy,
że jesteśmy skazani, bezpowrotnie osadzeni,
raczej więźniowie za kratami lat świetlnych
niż głębinowi nurkowie kosmosu,
przecierający szlaki dzielni astronauci.
Dla ścisłości zaznaczmy,
że są wśród nas jeszcze tacy,
którzy – wbrew ustalonym faktom
i galaktycznym omenom –
nadal grzebią w ziemi, w sobie,
walą zakutymi łbami w żelazne meteoryty,
szukając na oślep
powrotnej ścieżki.
Ale i oni, jak dotąd,
natknęli się jedynie, no cóż,
na głucho zatrzaśnięte grodzie.
V.
Więc to już chyba pewne.
I może to właśnie
jest nasze największe, powiedzmy, odkrycie.
Na krótką wieczność
znaleźliśmy się
w Zachwycającej Pułapce
dla inteligentnych szczurów,
w przeznaczonej stalkerom Komnacie Okrutnych Cudów,
bez wyjścia.
I wejścia.
Tak,
nie istnieje żadna droga powrotna.
Bo nie istnieje żadna
trasa dojazdowa.