DYADA

Anuy, mój Dol­ny i Gór­ny Egip­cie,
wło­sy two­je nie są już nocą,
ale twarz two­ja pozo­sta­ła dniem,
two­ja suk­nia – welo­nem mgły
nad życio­daj­ną wodą,
dłu­gim i sze­ro­kim Nilem.

Two­ja dłoń dziś jesz­cze
spo­czy­wa pew­nie
na moim ramieniu.

Ta dłoń, Mery­re, mój Dol­ny i Gór­ny Egip­cie,
to ibis, któ­ry przy­siadł na szczy­cie
wnie­bo­wzię­tej pira­mi­dy.

Widzia­łam i podzi­wia­łam zło­to zaszczy­tu, twój
podwój­ny naszyj­nik, two­je potrój­ne bran­so­le­ty,
gło­szą­cy two­ją chwa­łę kilt arcy­ka­pła­na,
kró­lew­skie­go skry­by.

Widzę to wszyst­ko i podzi­wiam
do dziś.

Któż modlił się pięk­niej, żar­li­wiej
niż ty, Anuy, nie­zrów­na­na śpie­wacz­ko Ra,
któ­raś sie­dzia­ła w cie­niu świą­tyn­nej bra­my
i grą na sistrum poru­sza­łaś wąt­pią­ce ser­ca?

Twój głos, two­ją muzy­kę sły­szę
dziś jesz­cze.

Mery­re, ty nie wąt­pi­łeś nigdy.
W to, że jesteś potrzeb­ny
innym.

Bogo­wie przy­cho­dzi­li i odcho­dzi­li,
wład­cy powsta­wa­li i upa­da­li,
ty zaś uno­si­łeś się na powierzch­ni
Wiel­kiej Rze­ki
ze swo­ją wybran­ką, sto­ją­cą pew­nie
na koły­szą­cym się pokła­dzie.

Pły­ną­łeś ku Del­cie
pod róż­ny­mi imio­na­mi,
nie­za­stą­pio­ny, zawsze wier­ny
temu, w co wie­rzyć nale­ży.

Mądrze manew­ro­wa­łeś.

Byłeś wiel­kim ster­ni­kiem.
Nazna­czo­nym i prze­zna­czo­nym.
Naj­pięk­niej­szym.

Pió­ro Maat waży wię­cej
niż two­je serce.

Jak ty wie­rzy­łaś mnie,
o, pani domu, naj­pięk­niej­sza
w moich oczach,
tak ja wie­rzy­łem tobie.

Mery­re, mój Ra, Praw­do­mów­co,
zjed­no­czo­ny ze mną
na wie­ki.

Wie­rzy­li­śmy sobie, wie­rzy­my,
i wie­rzyć
będzie­my.

Anuy, moja Hathor, Praw­do­mów­czy­ni
o ser­cu lżej­szym niż pió­ro Maat,
sca­lo­na ze mną
po wsze czasy.