DIALOG

Izma­elu, Izma­elu, powie­dzia­ło morze,
ten zaś odrzekł, oto jestem.

Mam nie­od­par­te pra­gnie­nie,
oznaj­mi­ło morze, aby stać się
two­im całym świa­tem i czy tego chcesz, czy nie, będę
jedy­nym two­im bogiem, zazdro­snym
i okrut­nym, prze­ra­żę cię mro­kiem moich głę­bin
i oćwi­czę sło­nym wia­trem, zwią­żę ze sobą
bole­śnie i na zawsze.

Na to Izma­el odrzekł,
niech tak się sta­nie.

I dalej mówi­ło morze,
słu­go mój, Izma­elu, we wska­za­nym ci miej­scu
wsią­dziesz na pokład chy­że­go okrę­tu,
będzie nim zawia­dy­wał jed­no­no­gi sza­le­niec,
poże­glu­jesz w samo ser­ce
jego rojeń.

Tak, odrzekł Izma­el.

Będziesz zabi­jał i ćwiar­to­wał
nie­ska­la­ne bestie, sta­niesz się krwio­żer­czym
łupież­cą, powie­dzia­ło morze.

Mil­czał Izma­el, bo nie wie­dział,
co ma odrzec.

Zbru­ka­ne dło­nie,
cią­gnę­ło morze, obmy­jesz w won­nym olbro­cie,
pozy­ska­nym z cuch­ną­ce­go tru­chła,
i na samym dnie wod­ne­go infer­na
zaznasz nie­wy­sło­wio­ne­go szczę­ścia.

Mil­czał Izma­el.

Tak wła­śnie będzie, bo upa­trzy­łom sobie cie­bie,
abyś w moim przed­sta­wio­nym świe­cie
wej­rzał w sza­leń­cze roje­nia, ujrzał sie­bie
i stał się sym­bo­lem,
a to zna­czy wię­cej niż czło­wie­kiem,
wzbie­ram teraz, spię­trzam fale, wzno­szę się,
aby wziąć cię w posia­da­nie,
sły­szysz, słu­go mój, Izma­elu, powie­dzia­ło morze.

Sły­szę, odrzekł Izmael.