DEDALUS

Halo…

Z tej stro­ny…

Deda­lus…,
tu…, tak, Deda­lus,
mówi De – da – lus.

Rozu­mie­my? Się?

Yyyy…



Yyyy…

Jakoś…
nie może­my się zdzwo­nić,
dla­te­go posta­no­wi­łem…,
że po pro­stu
nagram wia­do­mość.

Yyyy…

Supli­ka­cja sza­now­ne­go kole­gi
wpra­wi­ła mnie, muszę przy­znać,
w osłu­pie­nie.

Dzieł­ko, owszem, nicze­go
sobie, ja…, rzecz jasna, zro­bił­bym
z nie­go ze trzy­dzie­ści, lek­ko licząc,
opa­słych powie­ści…, ooo, o nie­bo…
oczy­wi­ście żar­tu­ję, yyyy…

Dopraw­dy, nie wiem, co myśleć
o tej supli­ka­cji.

Napraw­dę…

Cóż…

Yyyy… Hm…

Tak po praw­dzie, to nudzę się tu
pie­kiel­nie, pro­szę sobie wyobra­zić,
że tu w ogó­le nie ma ksią­żek,
nigdy bym nie przy­pusz­czał,
że może ist­nieć miej­sce,
to zna­czy, chcia­łem powie­dzieć,
prze­strzeń, a raczej stan, a zresz­tą,
wszyst­ko jed­no…,
no, krót­ko mówiąc, że moż­na się
czuć tak nagim, tak bar­dzo
wy – dzie – dzi – czo – nym!

Żad­ne­go labi­ryn­tu w zasię­gu wzro­ku,
nawet jed­ne­go labi­ryn­ci­ku,
zna­ków jak na lekar­stwo,
kosz­mar de Saussure’a, dra­mat,
tra­ge­dia po pro­stu.

Ale wra­ca­jąc do supli­ka­cji…

Ma kole­ga śmia­łość,
nie ma co.

Może i bym mógł.
Może, yyyy…, hm…,
nawet i bym chciał, to zna­czy…
zechciał…

Tyl­ko czy to
się uda?

Hm.

Takie posło­wie to był­by
dla kole­gi ist­ny
ex caelis obla­tus.
A to dobre…

Gdy­by ktoś się dowie­dział…

Yyyy…

Osta­tecz­nie…



Więc dobrze.

Bo nawet…
To, co kole­ga stwo­rzył,
jest cał­kiem nie­złe.

Napi­szę to kole­dze.

A przy oka­zji
wywi­nę im numer,
uciek­nę z tego…, tego…
nie-świa­ta.

Tak, to będzie moja bra­wu­ro­wa
uciecz­ka z semio­tycz­nej pusty­ni.

Nie wyśli­zgnę się ja, ale
wyśli­zgnie się moje Po-sło­wie.

Z tego post­świa­ta nie ma
inne­go wyj­ścia.

Stąd moż­na jedy­nie
gryp­so­wać.

Dzię­ku­ję…
że kole­ga się ze mną
skon­tak­to­wał.

Napi­szę.

Napi­szę
i jakoś prześlę…