CHANSON DE GESTE

Obra­zi­łem go?
To żart, tak?

Pani chy­ba nie wie,
z czym my tu mamy do czy­nie­nia.

Dro­ga pani, ja nawet nie sko­men­to­wa­łem
jego wypo­wie­dzi, nie zdą­ży­łem,
bo wybiegł z krzy­kiem.

A powie­dział pani, dla­cze­go
się zaśmia­łem?
„Zaśmia­łem” to zresz­tą
za duże sło­wo, po pro­stu
uśmiech­ną­łem się nie­znacz­nie.
Pod­kre­ślam: „nie­znacz­nie”.

Śmie­chem wybu­cha­łem daw­niej.
Teraz już pra­wie nic
nie robi na mnie wra­że­nia.
Nic.
Czu­ję się sta­ry.

Czy orien­tu­je się pani,
że Roland nie wal­czył z Azte­ka­mi,
a wbiegł na wzgó­rze nie dla­te­go,
że szu­kał zasię­gu, bo musiał
zadzwo­nić w róg?

O czym my tu zresz­tą,
dro­ga pani, mówi­my?

Chy­ba nie do koń­ca się rozu­mie­my.

Czy pani sie­bie sły­szy?

A bada­ła go pani?

Nie kpi­łem z nie­go
i nie kpię teraz z pani.

Pro­szę mi nie prze­ry­wać.

Nie wal­czę z panią.

Zwy­cię­stwo w tym, jak zechcia­ła
pani to okre­ślić, „poje­dyn­ku”,
nie przy­nio­sło­by mi,
dro­ga pani, chlu­by.

Roz­ma­wia­my.