CESARZ

W pierw­szym wcie­le­niu był
nikim, sam sie­bie ule­pił
z rzecz­ne­go mułu,
zmie­sza­ne­go z krwią
sióstr, bra­ci i innych wro­gów.

Pod­po­rząd­ko­wał sobie świat,
wiel­kim murem odgro­dził się
od istot niż­sze­go rzę­du,
refor­mo­wał, udo­sko­na­lał,
poszu­ki­wał nie­śmier­tel­no­ści,
w koń­cu odszedł gdzieś
na cze­le tera­ko­to­wej armii.

Nie­zli­czo­ną ilość razy
powra­cał i pona­wiał wszyst­kie
swo­je chwa­leb­ne czy­ny.

W ostat­nim wcie­le­niu był
już jedy­nie cie­niem same­go
sie­bie, uro­dził się jesz­cze
w aurze bosko­ści, ale umarł
już jako oby­wa­tel nikt.

Mówią, że za dłu­go izo­lo­wał
się za wiel­kim murem,
że w koń­cu zwró­ci­ła się
prze­ciw­ko nie­mu jego wła­sna
tera­ko­to­wa armia.

Z mułu sie­bie ule­pił i w muł
się obró­cił, z pro­chu w proch,
jak to u nas powia­da­ją, była
boska isto­ta, nie ma boskiej
isto­ty, był czło­wiek, nie ma
czło­wie­ka.