BRZEG
Nuty
Quendi
Περὶ ποιητικῆς
Przestrzeń
Waterboarding
Dłonie
R+
Purgatorio
Memento
Światła
Room
Cięcie
Test
Roy
Temalacatl
III
Sąd
Monolog
Głód
Archeony
Infiltrator
Pułapki
Równowaga
جبل مرة
Zakład
Wariant /
Przypadki
Niestety
My
Carlo
Właściwie
Zdjęcie
Dragon
Annales
Zarys
Sybil
Meandry
Pan
Moi
Późno
Pracownia
Proces
Skowyt
Zatoka
Dlatego
Liryka
Uluru
Niechcenie
Ogniwo
To
Misja
Animot
Gospodarka
Dyada
Cesarz
Traktat
Codex
Apelacja
שבע
[…]
[…]
wyspa zatopiona w zgęstniałym czasie
ziemia która emanuje
w zasięgu wzroku nie ma
żadnej innej
klimat umiarkowany
stabilne warunki pogodowe
dzień południe
kamienne wybrzeże
klif
mewy srebrzyste czarne kormorany
rzeczne rybitwy
przypływ zaanektował brzeg
najwyższy poziom wody
słońce penetruje zatokę
słodki letarg słonego wiatru
perłowce pobłyskują w złotym estuarium
skarpy porośnięte jałowcami
woń żywicy
wierzby dęby
płycizny najeżone trzcinami
zamarłe czaple ukorzenione
lilie dryfujące wodorosty
leniwe węgorze
bezdech
przestrzeń
niczym niezmącona
skondensowana
zanurzona w sobie
samej
*
klif
uzewnętrznione wnętrze
widzialna głębia
skalna formacja skrzyżowana z horyzontem
wypełnione cieniem groty
nisze o ścianach pokrytych cienką warstwą soli
strome ściany omszałe półki
karłowate sosny
kurczowo uczepione występów
kruszących się głazów
ptaki spacerują po rozgrzanych tarasach
odcienie porowatej szarości
wielość tonów ochry jasne smugi minerałów
klif zmienia położenie
względem widzialnego słońca
niewidzialny księżyc wędruje
wzdłuż poszczerbionej krawędzi
ocean w odwrocie
*
kończy pielęgnację piór
rozgląda się czujnie
bada otoczenie
wiatr ożywa nagle
rybitwa opuszcza skalną półkę
wznosi się niespiesznie zatacza krąg
jeden drugi
manewruje w zmąconej ruchem przestrzeni
szybuje nad powierzchnią wolno
ustępującej wody
pikuje pionowo
nurkuje z impetem chwyta upatrzoną rybę
wraca na brzeg w gnieździe czeka pisklę
pióro odpływa w nieznane
*
intensywny zapach soli oceanicznej materii
odległy niezidentyfikowany głęboki dźwięk
najniższy poziom wody kraby przemieszczają się
w poszukiwaniu schronienia brunatnice błyszczą w blasku
niskiego już słońca rozgwiazdy naprężają ramiona drżą
nitkowate glony brzeg jest śliski od śluzu wodne ścieżki
ostre kamienie tędy pełzły ślimaki tamtędy
wędrowały smużki
wokół skał leżą butwiejące szczątki połamane wręgi
fragmenty stępek burtowych belek masztów sczerniałe
drzazgi przysiadają na nich ptaki ptaki wbijają pazury
we fragmenty roztrzaskanych kadłubów
w rozszarpane ciała unicestwionych okrętów
*
ruchomy horyzont połyka nieruchome słońce
księżyc stoi u progu
zakwita i więdnie niebo nad klifem
ocean powraca
cumulusy wiszą cirrusy tną
nadpływa sina mgła
rozmywa granice stapia elementy
rozgwiazdy zaczynają emitować
delikatne zimne światło
stają się pulsującą naziemną konstelacją
on
zbliża się do
widmowej wyspy
głęboki modulowany
narastający dźwięk
sygnał
albo pieśń
*
bioluminescencja rozgwiazd słabnie
mgła znika
zapada ciemność cisza
ciemność rodzi gwiazdy
cisza eksponuje księżyc
*
bezbrzeżne uniwersum
konstrukcja zbudowana z ech
błysków umarłych gwiazd
odległych pozaziemskich zdarzeń
szelesty szmery pohukiwania świsty
szum trzcin
mroczna próżnia wisi nad
wyspą
płonące meteoryty przeszywają atmosferę
on
wpływa do zatoki
może zabłądził w oceanicznym labiryncie
może zapędził się w pogoni za pożywieniem
może osłabł i porwał go prąd
może zwiódł go księżyc
może oszukały gwiazdy
może jest chory
może chciał tu przybyć
*
szoruje po dnie
osiada na mieliźnie
nieruchomieje u brzegu
wyspy
woda odpływa
jak gdyby porzuca go
jak gdyby zdradza
zostawia
*
bezwładne ciało
spoczywa w mule
słychać ciężki oddech
rytmiczny przerywany długimi pauzami
grzbiet unosi się i opada
unosi i opada
unosi
opada
przybysz
dźwiga szumiącą noc srebrne światło
krajobraz kosmos
*
stoją
milczą
przyszli nim nadpłynął
może zwabieni niesłyszalną pieśnią
może śniły im się sygnały
obserwują ciało
leżące pod klifem
czy pytają
czym jesteś
czy pytają
czy jesteś znakiem
jego
siebie
czy wiedzą
stoją nieruchomo
patrzą
milczą
*
ciężki oddech
rytmiczny przerywany długimi pauzami
grzbiet unosi się i opada
unosi i opada
unosi
opada
*
cierpi
rozstrzyga
ale co kto
*
prawe oko rejestruje
narastający blask
lewe jest ślepe
ocean wzbiera
woda powraca
*
świt połyka księżyc gwiazdy
horyzont opada
słońce oświetla klif
ożywia trzciny
obudzone rybitwy mewy kormorany
wyruszają na łowy
zapach żywicy
chmury
*
woda otacza
go
bierze w objęcia
jakby przeprasza
całuje
jakby łka
*
przybysz
zsuwa się z mielizny
odpływa
oddala od brzegu
wysyła sygnały
albo śpiewa
żegna
albo wybacza
albo
ci którzy patrzyli przymykają
oczy
powoli odchodzą w głąb
wyspy