BAŚŃ DLA IRMINY

Za sied­mio­ma desz­cza­mi, za trze­ma dusz­ny­mi sna­mi.
Za labi­ryn­ta­mi zna­ków.
Odle­gła, na wycią­gnię­cie ręki.

Jest, napraw­dę jest.

To jest jej impe­rium
w ser­cu huczą­ce­go mia­sta,
nad któ­rym wscho­dzi i zacho­dzi
karu­ze­la z pozy­tyw­ką.

Oto – kró­lew­ska aria gło­du.
Oto – peł­na zachwy­tu oda do lam­py.

Cesa­rzo­wa grze­cho­tek, wład­czy­ni mle­ka w prosz­ku.

Dzier­ży ber­ło moje­go dzie­cię­ce­go gło­du.
Dźwi­ga koro­nę moich pierw­szych zachwytów.