ATELEIA

Oczko.
Uro­cza demi­nu­ty­wa.

To sło­wo, słów­ko
podo­ba mi się bar­dziej niż
wszyst­kie meta­fo­ry
w sty­lu Oka Opatrz­no­ści,
Oka Sau­ro­na,
Śle­pe­go Zegar­mi­strza,
okna duszy,
oka błę­ki­tu,
szkieł­ka i oka,
wię­zien­ne­go panop­ty­ko­nu.

Spo­glą­dam na was waszy­mi wła­sny­mi oczy­ma,
ocza­mi kozio­roż­ca, soko­ła, kame­le­ona, pają­ka, reki­na,
kała­mar­ni­cy, strzy­kwy,
utkwi­łom w was sza­ry wzrok czło­wie­ka,
obser­wu­ję was uważ­nie
mon­stru­al­nym narzą­dem oko­gło­wa,
foto­re­cep­to­ra­mi flo­ry.

Nie­prze­rwa­nie pusz­czam do was oczko.

Odmru­gu­je mi cza­sem nie­po­rad­nie
jakiś wyna­laz­ca, uczo­ny, arty­sta,
scep­tycz­ny ewo­lu­cjo­ni­sta, pod­nie­co­ny trans­gre­sy­wi­sta,
filo­zof-jasno­widz, filo­zof-czar­no­widz,
teo­log twier­dzą­cy, że on jeden przej­rzał.

Pobły­sku­ję figlar­nie każ­dą faset­ką,
każ­dą poje­dyn­czą kamer­ką
nie­odmien­nie w waszą stro­nę.

Na próż­no.

Jeśli do tej pory nie przej­rze­li­ście,
nigdy już pew­nie nie przej­rzy­cie.

Wspię­łom się na szczyt nie­moż­li­we­go,
rozej­rza­łom uważ­nie, prze­śle­dzi­łom, co było
do prze­śle­dze­nia i znu­dzi­łom śmier­tel­nie tym,
co zoba­czy­łom.

Wyewo­lu­owa­ło­bym stąd czym prę­dzej,
gdy­bym tyl­ko wie­dzia­ło, jak, któ­rę­dy i dokąd
zmie­rzać.