ANTYBOŻEC

Nie wiem, kto to
jest.
Nie wiem, kim
jest
i czy jesz­cze w ogó­le
jest.

Może to dobry ogrod­nik
albo zły kole­jarz.
Może jest zdro­wy
i ma czter­dzie­ści lat,
żonę, tro­je dzie­ci, ład­ny dom.
A może umarł
mając lat sześć­dzie­siąt pięć
jako sta­ry kawa­ler
cho­ry na gruź­li­cę.

Kie­dyś, wie­le lat temu
ktoś mi o nim opo­wia­dał.

Być może opo­wieść
o tym czło­wie­ku
była cie­ka­wa i war­ta uwa­gi.
Być może słu­cha­łem jej
z zain­te­re­so­wa­niem.

Dziś zosta­ło mi z niej
tyl­ko to oso­bli­we nazwi­sko,
tkwią­ce w pamię­ci
jak czar­na rama
osie­ro­co­na przez płót­no,
któ­re ukradł czas.

Anty­bo­żec.