ACH

Pro­jek­tu­ję.

Pra­gnął­bym powo­łać do ist­nie­nia
nową dzie­dzi­nę.
Z pogra­ni­cza lite­ra­tu­ry i nauki.

Sztu­kę two­rze­nia tytu­łów.

Meto­do­lo­gicz­ne marze­nie!

O arka­nach pomy­ślę póź­niej.

Na razie zaj­mu­je mnie
sama nazwa,
sam – nomen omen – tytuł
przed­się­wzię­cia.

*

Roz­wa­żam, co nastę­pu­je.

Uczo­ne Tytu­ło­znaw­stwo sto­so­wa­ne.

Obco­ję­zycz­ny Titling.

Ryzy­kow­ną Ono­ma­sty­kę tytu­ło­wą.

Pro­ste Tytu­ło­twór­stwo.

Pre­ten­sjo­nal­ną Tytu­ło­lo­gię.

Zło­żo­ną Tytu­ło­kre­atyw­ność.

Alu­zyj­ną Die Kunst des Titu­lie­rens.

Pro­stac­ką Tytu­ło­wą inwen­cję.

Ary­sto­kra­tycz­ną Lite­rac­ką tytu­la­tu­rę.

*

Sam nie wiem.

Na razie – no panic,
jestem dopie­ro na wstęp­nym eta­pie.

Jed­no jest pew­ne.

Pro­jek­to­wa­na dzie­dzi­na
jest ze wszech miar potrzeb­na.

By tytuł dzie­ła zawsze
coś ofe­ro­wał.

By już tytuł lub cho­ciaż tytuł
wewnętrz­nie poru­szał, roz­bu­dzał,
roz­dzie­rał.

Wyry­wał z czy­tel­ni­czej pier­si
szcze­re ACH!