MOWA

To z waszej stro­ny wiel­kie nad­uży­cie, wiel­kie.
Dla­cze­go chce­cie to tak odczy­ty­wać?
Czy zawsze musi­cie wszyst­ko inter­pre­to­wać?
Poucza­cie nas, wyno­si­cie się ponad.
Wasze spe­ku­la­cje wio­dą na manow­ce.
Ranią nasze „my”, nasze „dziś”.
Uwa­ża­cie, że nie zna­my wła­snej histo­rii?
Że nie pamię­ta­my, nie wie­my?
Jeste­śmy w peł­ni świa­do­mi, w peł­ni.
Nicze­go nie zapo­mnie­li­śmy, kocha­ni.
Ale już daw­no wyszli­śmy ponad tam­to.
Wyro­śli­śmy, roz­wi­nę­li­śmy się, zro­zu­mie­li­śmy.
Wyda­je nam się, że poj­mu­je­my to i owo.
Czy koło zawsze musi być dosko­na­łe?
Czy nie może być po pro­stu jakimś okrę­giem?
Czy gwiaz­da musi być koniecz­nie nie­zwy­kła?
Prze­cież to taki sam kształt jak kwa­drat.
Jaki ma zwią­zek błę­kit… z nie­bem?
Co ma…, wybacz­cie, pier­nik do wia­tra­ka?
Nasza fla­ga to nasza duma, tak…
Ale ona nie ma nicze­go sym­bo­li­zo­wać.
Ona… po pro­stu ma wyglą­dać, nas ozna­czać.
Ona do nicze­go… nie odsy­ła, ależ nie…
prze­stań­cie… prze­stań­cie insy­nu­ować…
bo… zacznie­my…, bo zacznie­my pła­kać…
fla­ga… tak… nie… war­to­ści…
my… sprze­ciw… komi…
… sarze… komu…
ab… solu…
lu…
tyzm…
i…
i…

i.

Dzię­ku­je­my za…
I w ogó­le…
Isto­ty przybyłe…