SKLEPIENIE

Ist­nie­ją jedy­nie dwa porząd­ki archi­tek­to­nicz­ne.
Sta­ro­żyt­ny i gotyc­ki.

Świat Ary­sto­te­le­sa, Pla­to­na, Sofo­kle­sa wzniósł
się wyso­ko. To impo­nu­ją­ce, jak wyso­ko potra­fił
dole­cieć na Deda­lo­wych skrzy­dłach. Osiadł
na samym szczy­cie. Na wierz­choł­ku Akro­po­lu.

Świat Dan­te­go, Bie­da­czy­ny, Akwi­na­ty wzniósł
się jesz­cze wyżej. Trud­no nawet dokład­nie
stwier­dzić, dokąd dole­ciał na gotyc­kich skrzy­dłach.
Bo znik­nął, roz­pły­nął się w prze­stwo­rzach.

Przy­pa­trz­my się temu nie­bu.
Temu Skle­pie­niu.

Struk­tu­ra ujarz­mia­ją­ca prze­ciw­staw­ne siły.
Upie­rzo­ny kamień. Paw wyku­ty w ska­le.

Napię­cie i har­mo­nia. Zim­na logi­ka ści­śle zjed­no­czo­na
z eks­plo­du­ją­cą este­ty­ką. Drże­nie. Ogień. Ale ści­śle
kon­tro­lo­wa­ny. Żywioł na usłu­gach czło­wie­ka.
Pod­pro­go­wa sym­bo­li­ka. Roślin­nie roz­krze­wio­ny ład.
Sta­bil­nie chwiej­ny. Napię­ta do gra­nic moż­li­wo­ści
wer­ty­kal­ność. Ilu­zja siły? Nic z tych rze­czy. Siła. Siła
ilu­zji. Zasza­cho­wa­na gra­wi­ta­cja. Przy­par­te do muru
cią­że­nie, któ­re nie ma nic do gada­nia. Pra­wa fizy­ki
uję­te w róż­no­kształt­ne nawia­sy. Żon­gler­ka pod­po­ra­mi,
łuka­mi, roz­ga­łę­zie­nia­mi, żebra­mi. Cegla­ny chór,
w któ­re­go śpie­wie sły­chać wyraź­nie naj­cich­szy głos,
nawet szept spo­iwa. Koron­ko­we echa, pre­cy­zyj­nie
wyrzeź­bio­ne w kamien­nej ciszy. Strop meta­fi­zycz­ny.
Siat­ki, wachla­rze, pal­my. Krzy­że. Ukrzy­żo­wa­na, zabi­ta
i zmar­twych­wsta­ła prze­strzeń. Prze­strzeń obja­wio­na,
mury poda­ne do wie­rze­nia. Pre­cy­zyj­nie zapro­jek­to­wa­na
epi­fa­nia.

Tak wyglą­da to arcy­skle­pie­nie. To archi­tek­to­nicz­ne
nie­bo, w któ­rym miesz­ka Peł­nia. Alfa i Ome­ga.

Czy moż­na było, czy w o g ó l e moż­na wznieść się
jesz­cze wyżej? Nie. Wyżej już nicze­go nie ma.