MASKI

I.

Nigdy nie nosi­łem żad­nych masek. Maski? Co
to? Czym one w ogó­le są? Maski są dla sła­bych,
ja plu­łem na wszyst­kie role gęstą śli­ną, zawsze
wła­sną, nigdy nie cudzą, byłem akto­rem, ale
rów­nie dobrze mógł­bym być mor­der­cą, o, tak,
pogar­dza­łem każ­dym, bez róż­ni­cy, mie­sza­łem
z bło­tem wiel­kich i małych. Czy byłem tyra­nem?
Czy ter­ro­ry­zo­wa­łem wła­sną rodzi­nę? No cóż.
Powie­dział­bym raczej, że byłem Sobą. Zawsze.
Nigdy nicze­go przed nikim nie uda­wa­łem.
Czy zagra­łem wam­pi­ra? Mak­be­ta? Nie. Potwo­ry
wcie­li­ły się we mnie. Czy pod­czas krę­ce­nia
Fitz­car­ral­do reży­ser gonił mnie z nała­do­wa­nym
pisto­le­tem i gro­ził mi śmier­cią? Ależ tak. Tak!
Czy sta­ty­ści, widząc to, zaofe­ro­wa­li mu pomoc,
bo wszy­scy mie­li mnie już dość i chcie­li jedy­nie
moje­go szyb­kie­go zgo­nu? He, he. Czy przez
czter­na­ście lat gwał­ci­łem Polę, moją ślicz­ną
córecz­kę? Za dale­ko się, psy, posu­wa­cie. Co wam
do tego? Spier­da­laj­cie! Natych­miast spier­da­laj­cie.
Bo postrze­lę. I będę patrzył z uśmie­chem, jak
godzi­na­mi zdy­cha­cie, aż w koń­cu zdech­nie­cie,
a wte­dy plu­nę na was gęstą śli­ną. Moją. Wła­sną.
Praw­dzi­wą. Nie wie­rzy­cie? Nigdy dla niko­go nie
gra­łem, sły­szy­cie? To inni, te wszyst­kie żało­sne
skur­wy­sy­ny, zawsze gra­li dla mnie. Gra­li tak,
jak chcia­łem. Jak im zagra­łem. A gra­łem ostro.

II.

Zawsze chcia­łem grać. Ale gdy już zaczą­łem,
zro­zu­mia­łem, że nie mogę uda­wać. Że muszę
zawsze grać szcze­rze. Ozna­cza to tyl­ko tyle,
i aż tyle, że w grun­cie rze­czy powi­nie­neś jedy­nie
odgry­wać sie­bie. Może dla­te­go wła­śnie uda­ło
mi się odnieść suk­ces? Że gra­łem, ale nigdy
nie uda­wa­łem kogoś, kim nie jestem? Sta­ram
się nie nosić masek. Maski są śmiesz­ne. Kupi­łem
kaska­de­rom z Matri­xa moto­cy­kle. Zro­bi­łem to,
bo po pro­stu napraw­dę ich polu­bi­łem. Poma­gam
cho­rym dzie­ciom. Czy to takie dziw­ne? Kto
z was, na moim miej­scu, mając tyle pie­nię­dzy,
nie zro­bił­by tego same­go? Stra­ci­łem uko­cha­ną.
Moja córecz­ka uro­dzi­ła się mar­twa. River…
przedaw­ko­wał, zosta­wił mnie tu same­go…
Mogłem upaść. Nie upa­dłem. Bo jed­nak, mimo
wszyst­ko, szcze­rze kocham życie. Dla­cze­go
nie doty­kam pięk­nych kobiet, gdy pozu­ję z nimi
do zdjęć? Sza­nu­ję je. Sza­nu­ję sie­bie. Zro­bi­li mi
kie­dyś zdję­cie, jak sie­dzę gdzieś na ław­ce i jem
kanap­kę. Tak wła­śnie powstał mem Sad Keanu.
To miłe, że moi fani zor­ga­ni­zo­wa­li Che­er Up
Keanu Day
. Wzru­szy­łem się i uśmia­łem. Tak,
to praw­da, że gdy jeden z gra­czy krzyk­nął „You’re
bre­ath­ta­king!”, instynk­tow­nie odkrzyk­ną­łem
„You’are bre­th­ta­king! You’re all bre­ath­ta­king!”.
Twier­dzi­cie, że to wie­le o mnie mówi? Być może.