KONIEC

Czło­wiek i tyl­ko czło­wiek
jest w sta­nie pod­nieść rękę
na same­go sie­bie.

Pozba­wić świat wła­sne­go,
bez­cen­ne­go ist­nie­nia.
Poża­ło­wać nie­bu swo­je­go
cie­płe­go odde­chu.

Tyl­ko przed­sta­wi­ciel homo sapiens
potra­fi pod­ciąć życiu żyły.
Albo powie­sić je na suchej
gałę­zi umar­łe­go drze­wa.

Uwię­zio­ne orki wpa­da­ją nie­kie­dy
w szał i godzi­na­mi ude­rza­ją gło­wa­mi
o ścia­ny base­nów.

Znie­wo­lo­ne, samot­ne szyn­szy­le
wygry­za­ją sobie futro, a nawet
odgry­za­ją ogo­ny i pal­ce.

Ale takie zacho­wa­nia orek, szyn­szy­li
oraz innych naszych mniej­szych
bra­ci są mecha­nicz­ny­mi reak­cja­mi.

Czło­wiek. I tyl­ko on jeden w całym
zna­nym nam wszech­świe­cie potra­fi
wydać wyrok na same­go sie­bie.
I same­mu go wyko­nać.

Wystar­czy, że pogar­dzi
kale­kim dziec­kiem.
Spo­licz­ku­je klę­czą­cą mat­kę,
kop­nie pła­czą­ce­go ojca.
Wystar­czy, że zda sobie
spra­wę, że mógł ura­to­wać
wszech­świat, a nie raczył
ura­to­wać nawet świa­ta.

I już same­go sie­bie wle­cze
przed naj­wyż­szy try­bu­nał.

Przed wła­sne obli­cze.
Przed to, co w nim nie­ludz­kie.
Nie­śmier­tel­ne. Nieubłagane.