ALLÂHU AKBAR

To nie była cere­mo­nia otwar­cia igrzysk.
Nie było żad­nej cere­mo­nii.
Żad­ne­go kla­sycz­ne­go otwar­cia.

Zde­kon­stru­owa­li
dekon­struk­cję.

Wyobraź sobie nasto­lat­ka, któ­ry
mik­su­je żywe­go kota w blen­de­rze
albo mie­li trze­po­czą­ce­go kanar­ka
w maszyn­ce do mię­sa.

Oto, co zro­bi­li.
Tak to się wła­śnie zawsze koń­czy,
gdy dziec­ko chce się bawić w apo­ka­lip­sę.

Oplu­li samych sie­bie.
Zbez­cze­ści­li Isto­tę.
Zbru­ka­li wła­sne dusze.

Kaza­li bez­gło­wej Marii Anto­ni­nie
zaśpie­wać ope­ret­ko­wą arię na wła­snym
pogrze­bie.

Weszli, jak gdy­by nigdy nic, do zim­nej
celi śmier­ci, zatrza­snę­li za sobą
żela­zne drzwi, prze­krę­ci­li dia­bel­ski,
post­mo­der­ni­stycz­ny klucz i, recho­cząc
ze śmie­chu, na oczach wszyst­kich,
wrzu­ci­li go do Sekwa­ny.

Nie odwró­ci­li fla­gi.
Odwró­ci­li Porzą­dek.

Nie spro­fa­no­wa­li Wie­cze­rzy, Ofia­ry.
Wznie­śli kolo­ro­wy sza­fot,
wspię­li się na nie­go ocho­czo
i zgi­lo­ty­no­wa­li samych sie­bie.

„Niech jed­ni ludzie nie szy­dzą z dru­gich”,
mówi Koran.

„Nie znie­sła­wiaj­cie samych sie­bie
i nie obrzu­caj­cie się wyzwi­ska­mi”,
mówi Koran.

Oby­ście tyl­ko nie ule­gli
zgub­nej poku­sie,
aby nimi gar­dzić.

Nigdy nie gardź­cie taki­mi ludź­mi.
To ludzie god­ni naj­wyż­szej lito­ści.

Bar­dzo nie­szczę­śli­wi.
Oby Bóg im wyba­czył.

الله أكبر
Allāhu akbar.

Zamknę­li nie to, co nale­ża­ło.
Otwo­rzy­li nie to, co zamie­rza­li.

Modlę się za nich.