KASPAR

Hau­ser.

Wiel­ka nie­wia­do­ma.

„Ich möch­te ein Reiter wer­den, wie mein Vater”.
„Pferd! Pferd!”.
„Weiß nicht”.

Poru­sza­ją­ce.
Pora­ża­ją­ce.
Nie­omal mitycz­ne.
Iko­nicz­ne.

Dziś już nawet
popkul­tu­ro­we.

„Weiß nicht”.

To kuszą­ce.

Podej­rza­ne.

Nie­co zbyt lite­rac­kie.
Lek­ko fil­mo­we.
Pra­wie teatral­ne.
Dziw­nie filo­zo­ficz­ne.
Jak­że antro­po­lo­gicz­ne.

Kaspar zni­kąd. Nagle
poja­wia się w Norym­ber­dze.
A potem wszyst­ko już tyl­ko
się plą­cze.

Tak to wyglą­da, jak­by ktoś
chciał dać
mądrym, uta­len­to­wa­nym
ludziom inspi­ra­cję.

Ilu się zła­pa­ło na to „weiß nicht”.

Śmiesz­ne.

Czy Kaspar Hau­ser jest zagad­ką?
Nie.
Sym­bo­lem?
Bynaj­mniej.

Może był cho­ry.
Może spryt­ny.

Na pew­no był nie­szczę­śli­wy.

To szó­ste dziec­ko wraż­li­we­go
Jean-Jacqu­esa, czu­łe­go ojca.

Nie ma się nad czym zastanawiać.