WYJŚCIE
Tragic Vodka
Game Over
Wushu
Ex
BWV 988
Chanson de geste
Ateleia
Rekord
Nails
Palimpsest
Tata
Dobrostan
Kaspar
Influence
Kane
15%
CEO
Allāhu akbar
Alarm
Homilia
Fuzja
Blender
Chill
FLAC
Don’t Try
Skok
Ivett
Exodus
Kronos
Marina
Patrol
Diagnoza
Destroying Made in Heaven
Patchwork
Buntowszczik
Quapaq hucha
Nasłuch
Spektrum
Escape Room
Apokryf
Odźwierny
Aspekty
Wojtek
Dedalus
Splot
Flow
Airbus
Katakumby
Montaż
Tour de force
Plany
49
Ex libris
Sgraffito
Truck
Black and White
Stream
Peregrynacja
Cul-de-sac
Powrót
49
To było w roku osiemdziesiątym siódmym.
Albo dziewiątym, nie…, to zresztą zupełnie
nieważne.
Wieczorem poszłam na strych,
żeby zrobić tam
wreszcie porządek.
W starym kufrze znalazłam pamiętnik
z tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego…
roku.
Były w nim jego zapiski. Zdjęcia.
Długa lista imion i nazwisk żydowskich dzieci,
które udało mu się uratować.
Ciągnęła się… bez końca.
Zeszłam na dół, on właśnie oglądał
wtedy jakiś serial,
słuchaj, co to jest, spytałam.
Spojrzał na mnie, a, to, odpowiedział,
wzruszył ramionami, uśmiechnął się
jakoś dziwnie,
odwrócił głowę i oglądał
dalej.
Poszłam do swojej sypialni,
przeczytałam do końca, przeczytałam
chyba jeszcze ze dwa razy i do rana
płakałam.
Nikomu o tym nie powiedział.
Że uratował kilkaset ludzkich istnień.
Dzieci…
Że zebrał dla nich tyle pieniędzy…
Milczał o tym przez czterdzieści dziewięć lat…
Zasnęłam. Gdy się obudziłam, było południe.
Nie zrobiłam mu śniadania, pomyślałam.
Nicolas… podśpiewywał coś w pokoju obok.
Jeśli istnieje Bóg, pomyślałam,
musi czasem przemawiać do człowieka…
Musi czasem tak właśnie…
milczeć.