FLAC

Cze­go szu­ka­my? Zawsze szu­ka­my po pro­stu
dosko­na­ło­ści. Ide­ału. Może brzmi to banal­nie,
ale tak wła­śnie jest, bo tacy już jeste­śmy.

Nie wystar­cza­ją nam pół­środ­ki. Iry­tu­ją nas
kom­pro­mi­sy. Nawet wte­dy, gdy się nimi
zado­wa­la­my.

A zado­wa­la­my się nimi, bo musi­my się nimi
zado­wa­lać, bo życie nas do tego zmu­sza, lecz
gdy­by­śmy tyl­ko mogli…

Dla­te­go zestaw, któ­ry pre­zen­tu­ję pań­stwu
na mojej stro­nie, jest zesta­wem ide­al­nym,
bez­kom­pro­mi­so­wym, roz­wią­za­niem doce­lo­wym.

Topo­wym.
High-endo­wym.

To defi­ni­tyw­ny koniec dro­gi.
Dalej już w swo­im audio-sza­leń­stwie
nie zaj­dzie­cie.
Bo nic lep­sze­go już nie ist­nie­je.

To zestaw obłęd­nie dro­gi. Wyce­nio­ny
tak wyso­ko, że zamiast nie­go mogli­by­ście
kupić miesz­ka­nie, samo­chód, a nawet dom,
dobry jacht, mały samo­lot lub też
zafun­do­wać sobie pry­wat­ne stu­dia
na reno­mo­wa­nej uczel­ni zagra­nicz­nej
albo kil­ka eks­klu­zyw­nych wycie­czek.

Przed pań­stwem Orpheus Sen­n­ha­ise­ra.

Bóg każ­de­go audio­fi­la.
Abso­lut każ­de­go audio­fa­na­ty­ka.

Nie moż­na go tak po pro­stu kupić
w skle­pie. Pro­du­ko­wa­ny jest wyłącz­nie
na zamó­wie­nie w licz­bie kil­ku sztuk
rocz­nie.

Orpheus skła­da się ze słu­cha­wek,
wypo­sa­żo­nych w elek­tro­sta­tycz­ne prze­twor­ni­ki,
oraz wzmac­nia­cza lam­po­we­go i tran­zy­sto­ro­we­go,
umiesz­czo­ne­go w obu­do­wie z mar­mu­ru.

Zakres czę­sto­tli­wo­ści znacz­nie wykra­cza
poza to, co zdol­ny jest usły­szeć czło­wiek.

Brzmie­nie Orpheu­sa cha­rak­te­ry­zu­je się
wyjąt­ko­wą kla­row­no­ścią, pre­cy­zją i reali­zmem,
co spra­wia, że słu­cha­cze doświad­cza­ją głę­bo­kich
emo­cji pod­czas odsłu­chów.

Zda­rza się nawet, że pła­czą.

To efekt umie­jęt­ne­go połą­cze­nia
przez inży­nie­rów dźwię­ku
tech­nicz­nej dosko­na­ło­ści
i muzycz­nej pasji.

Ja sam roz­pła­ka­łem się jak dziecko…